Ambaras

Nie mogę się ostatnio zmobilizować do napisania czegoś nowego na bloga. Z bardzo rożnych powodów, ale głównie dlatego, że chyba już wszystko napisałam. Wydaje mi się, że już nic nowego i ciekawego nie wymyślę. A może to zmęczenie materiału i trzeba dać sobie odpocząć?  Dziś przez przypadek trafiłam na Instagramie do dziewczyny, która dzielnie walczy z nadmiarem kilogramów. Napisała w jednym z postów, że zanim człowiek weźmie się do odchudzania to musi polubić siebie takiego jakim jest w tej chwili, bo jest w stanie walczyć tylko o tych, których kocha. 


Myślę, że sporo w tym prawdy chociaż ja nigdy nie miałam i nie mam kłopotów z nadwagą. Postanowiłam zostawić po sobie ślad i wpisać komentarz. W trakcie pisania przyszło mi do głowy, że ja właśnie przestaję lubić siebie, a właściwie swoje ciało i odbicie w lustrze. Nie z powodu kilogramów tylko z powodu wieku. Żebyście mnie źle nie zrozumiały. Nie mam problemu z przemijaniem i starzeniem się, bo to naturalny proces i nikogo nie ominie. Nie roztrząsam czegoś, na co nie mam wpływu, ale już kilka razy złapałam się na poczuci takiej obcości. Jakby to, co zewnętrzne nie było moje, jakieś obce i inne. 


Trochę tak jakby moje JA zostało przeniesione w ciało, którego nie znam i nie rozumiem. I stąd to uczucie, że przestałam lubić siebie. Mam coraz mniej ochoty na dbanie o coś, co jest mi obce. Trudno to wytłumaczyć, bo to przecież nadal ja. Najmocniej odczułam to, kiedy oglądałam filmik nakręcony przez córkę na spacerze z moim wnukiem. Wiem, że to ja idę obok niego, ale przez długą chwilę patrzyłam na siebie jak na zupełnie obcą kobietę. Kogoś, kto ma mój głos ale nie jest mną. Dzisiaj przyszło mi do głowy, że nawet tego bloga odpuściłam, bo jestem sama sobie totalnie obojętna więc i inne sprawy też się przestają liczyć. 


Być może to etap przejściowy, ale jeśli nie to będzie ambaras.  I co z tym fantem zrobić? Jak ma się nadwagę to wiadomo jak działać, żeby się jej pozbyć. Nie jest to łatwe zadanie, ale droga do osiągnięcia celu jasna. Czy po jego osiągnięciu człowiek siebie bardziej lubi nie wiem. Jest szansa, że może chociaż trochę bardziej tak. A co zrobić z moim brakiem nawet nie pozytywnych, ale w ogóle jakichkolwiek uczuć do samej siebie? Może ktoś mądry podpowie? O ile zrozumie o co mi chodzi, bo sama mam z tym problem. 



 

10 komentarzy :

  1. Ja też niejednokrotnie miałam takie uczucia względem samej siebie - a raczej brak takich uczuć. Postanowiłam najpierw wychodzić na naprawdę długie spacery, żeby chociaż pobyć sama ze sobą, potem przerodziło się to w szybszy marsz i obecnie sobie biegam po okolicznym parku i leśnych ścieżkach. Lubię siebie - akceptuję, tylko potrzebowałam na to czasu :) Będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję. ja jeżdżę na rolkach i to dość intensywnie ale od dawna i w tej chwili to już norma więc może trzeba poszukać czegoś innego

      Usuń
  2. Nie potrafię Tobie pomóc. Wiem jedno że i ja mam chwile zwątpienia w stosunku do siebie, do swojego życia...Mam nadzieje że znajdziesz sens działania i odnajdziesz siebie gdzieś w tym ciele :-). Pozdrawiam :-).

    OdpowiedzUsuń
  3. ... nie wystarczy polubić siebie, trzeba pokochać ( "Mała Anielska Lekcja Miłości"), widziałaś, jeśli nie obejrzyj, może to coś da:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna dekoracja! Lubię takie niecodzienne dodatki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze rozumiem ten stan, ale ja z powodu nagłego przytycia. To już trwa kilka lat. Na początku widziałam obcą osobę w lustrze. Myśląc o sobie ciągle widziałam tą dawną ja (z którą przeżyłam kawał życia), a nagle jakieś inne odbicie. Powoli zaczynam akceptować nowy widok, ale dopiero teraz i powoli. Wiem, że inaczej nie będę miała sił na zmianę. Czuję to. Zobojętnienie ogarnia bardzo. Trzymam za ciebie kciuki i współodczuwam. Całuję

    OdpowiedzUsuń

Witam i cieszę się z wizyty.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka