Dzika wiśnia

To, co wstawiam do wazonu jest czasami wynikiem zwykłego przypadku. Mój garaż stoi na terenie, na którym kiedyś był dom z dużym ogrodem. Z domu pozostały tylko piwnice, które czasem pojawiają się jako dość pokaźne zapadliska po ulewnych deszczach. 


W ziemi robi się spora dziura i widać przez nią piwniczne ściany z czerwonej cegły.  Po ogrodzie w sumie śladu nie ma. Została jedynie kępa krzewów jeżyn i trzy drzewa owocowe: jabłonka, śliwa i wiśnia. Wszystkie już zdziczały i ich owoce są takie trochę niewydarzone i smakują nieciekawie.


Drzewa stały się oczywiście ulubionym obiektem wspinaczek dzieci. Podczas każdej wizyty w garażu widzę jak zwisają z gałęzi lub wspinają się na czubek. Czasami muszę prosić żeby zeszły, bo mam obawy, że mi niespodziewanie jakieś zleci  pod koła albo na dach. 


A jak zdarzy się dzień bez dzieci to zazwyczaj wokół drzew leżą połamane gałęzie. Wiadomo! Już były! Sąsiedzi dziwnie na mnie patrzą kiedy je zbieram i targam do domu. Najczęściej te wiosenne, pokryte kwiatkami. Ale i te z owocami trafiają do wazonu. Moim zdaniem nawet jedna gałązka z listkiem i wisienką to dekoracyjny element.


Zabrałam ją, bo od razu wiedziałam, że będzie pasowała do tego lampionu. Wygląda jak ogrodowa altanka z nadmorskiego kurortu. Może to przez te okrągłe okienka, jak bulaj na statku. Albo tę wieżyczkę, jak kopuła latarni morskiej. Nie wiem ale pasuje mi do gałązki dzikiej wiśni.


Po okresie wazonowej prezentacji zjadłam oczywiście te wisienki. Kwaśne były jak nieszczęście ale trochę naturalnej witaminy C dobrze mi zrobi. W tle widać jeszcze stare zasłony. Nowe nie są idealne jak pisałam, co nie znaczy, że ich nie pokażę. Zmieniła się również dekoracja ściany widocznej na pierwszym zdjęciu.


Jeśli tylko w najbliższych dniach będzie w miarę jasno i pogodnie zrobię zdjęcia mojej salonowej metamorfozy. Dziś niestety niemal cały dzień jest ponuro i pada deszcz. Nareszcie wszystkie zaplanowane etapy zmian zostały zakończone. Trochę mnie to czasu i pracy kosztowało. W sumie jest już prawie tak, jak chciałam więc czuję się dumna i mam zamiar się chwalić efektami.



5 komentarzy :

  1. Bardzo ładnie to wygląda :) Mnie zdecydowanie brakuje czegoś do wazonu, a w pobliżu dekoracyjnych krzaków jak na lekarstwo. nie widzę nawet porządnej kępy chabrów i maków!
    Wisienka skromna i urocza, a lampion faktycznie oryginalny.
    Pozdrawiam Lilla!
    marta

    OdpowiedzUsuń
  2. tylko wyobraznia jest granicą do dekorowania domu :) ja nie tak dawno widziałam w małych wazonikach żołedzie z których wychodziły pędy małego dębu:) bosko to wyglądało :) na jesieni zbieram żołedzie jak nic! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Liluś jaka ładna ta wisienka:) ślicznie współgra z ceramiką :)
    dobrego popołudnia

    OdpowiedzUsuń
  4. przepiękny lampion ;)
    a wiśnie uwielbiam przy kwitnięciu - mają wspaniałe kwiaty, które mogłabym u siebie trzymać cały rok:)
    pozdrawiam cieplutko milej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń

Witam i cieszę się z wizyty.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka