Kiedy mam czas na śniadanie?

Kiedy mam czas zjeść spokojnie śniadanie? No oczywiście tylko w soboty i niedziele. Za wyjątkiem dzisiejszej. Dziś niestety rano musiałam pognać do pracy. Co prawda nie będę musiała tego zrobić 2 maja, ale to mnie jakoś nie pociesza. Wyjątkowo nie lubię pracujących sobót. Mimo, że jako uczennica chodziłam w soboty do szkoły. Powinnam mieć to we krwi!


Śniadania to w moim życiu zagmatwany temat. Dlaczego? Bo przez lata kombinowałam, jak ich nie jeść. Jako dziecko byłam totalnym niejadkiem. Do dziś mam na pamiątkę kartę zdrowia ze szkoły podstawowej, na której widnieje wpis zrobiony przez higienistkę podczas pierwszej wizyty - "Dziecko silnie niedożywione, natychmiast wezwać rodziców."


Rodzice w tym przypadku byli całkowicie bezradni mimo, że robili co w ich mocy. Mój organizm po prostu nie upominał się o jedzenie. Wystarczały mu naprawdę niewielkie porcje. Jeśli został zmuszony do pochłonięcia większej ilości, to reagował odruchem zwrotnym. Pewnie dziś wmówionoby mi, że choruję na anoreksje i bulimię. Nic z tego, tak jestem skonstruowana.


Drugie śniadania, w zasadzie dla mnie miały być pierwszym, które dostawałam do szkoły lądowały zazwyczaj na gałęziach mijanych drzew. W ten sposób dożywiałam wszystkie ptaszki w okolicy. W zasadzie to do dziś mogę się bez nich obejść. Szczerze mówiąc to bez jedzenia mogę długo funkcjonować. W sobotnich i niedzielnych śniadaniach też nie chodzi o najedzenie się. Raczej o spokojne posiedzenie i poskubanie tego i owego. Lubię te moje poranki balck&white :). Ceramika cieszy oko i nigdzie nie muszę się spieszyć.


Może dlatego, że posiłki w dzieciństwie były dość nerwowe. Rodzice wmuszali we mnie jedzeni, ja płakałam. Czasami napłakałam do zupy tyle, że miałam jej więcej na koniec obiadu, niż na początku. Wtedy właśnie postanowiłam, że swoich dzieci nigdy nie będę zmuszała do jedzenia. I słowa dotrzymałam. Obie jako małe dziewczynki były niejadkami. Mimo to wyrosły na zdrowie kobitki! Starsza teraz lubi jeść i sobie folguje. Młodsza jest jak szczypior. Wysoka i chuda. Zawsze był problem z dobraniem dżinsów dla niej.


W pasie musiały być jak na czterolatkę, a długość jak na nastolatkę. Taki rozmiar "0", o ile się nie mylę. I nadal ma tak, jak ja. Jeść nie musi, ale może. Ja za to polubiłam nastrój powolnych posiłków. A tak przy okazji. Nadchodzi czas posiłków pod chmurką. Kto nie lubi posiedzieć w letni wieczór przy stole z przyjaciółmi? I nie ma znaczenia czy to balkon, czy taras, czy ogród. Prawda? Jest okazja zakupić tace i lampiony w promocji w Kokon Home. Wyprzedaż końcówek! Zapraszam!




11 komentarzy :

  1. Ja jakoś też za śniadaniem nie przepadałam ;p W czasach szkoły śniadanie jadłam dopiero po kilku lekcjach.Obecnie też na śniadanie jem bardzo mało,jakoś z rana mi się nie chce.Za to później nadrabiam ;p
    Piękna ceramika! Przy takiej jedzonko od razu lepiej smakuje :)
    Miłego weekendu!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja jestem wielką fanką takich niespiesznych śniadań (i nie tylko), ale czas na nie (podobnie jak każdy) mam tylko w weekendy. W czasach szkolnych nie jadałam śniadań, po prostu rano nie mogłam niczego w siebie wcisnąć, a drugie śniadanie podobnie jak u Ciebie często stanowiło posiłek dla bezdomnych zwierząt ;-) Teraz z kolei dzień zaczynam od śniadania koniecznie z kubkiem aromatycznej herbaty :-) ale bezdomne zwierzaki dalej dokarmiam tylko, że w torebce obok drugiego śniadania zawsze mam dodatkową puszkę kociego żarełka ;-)
    Udanego weekendu :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niezbyt lubię jeść z rozsądku, często w ferworze pracy zupełnie zapominam o jedzenie za to tak, jak Ty, kiedy mam czas uwielbiam delektować się jedzeniem, lubię tez pokucharzyć:))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja za to uwielbiam jeść... jedzenie to dla mnie ogromna przyjemność! Wynika to pewnie też z faktu, że mama dogadzała i nadal dogadza nam jedzeniem żeby pokazać, że nas Kocha :) bardzo mi się podoba ta zastawa b&w!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też śniadań unikałam od zawsze jak ognia. Podobno to najważniejszy posiłek dnia, ale ja ledwo zmuszę w siebie pół pomarańczy. Dopiero koło południa robię się głodna.. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiesz co , musiało to być bardzo traumatyczne bo zapomniałam przez wyparcie chyba:)) , ale ja też chodziłam w soboty do szkoły, to było straszne:))
    Śliczne fotki
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj, taka troszkę niegrzeczna z tym jedzeniem byłaś :)) świetna historia:) ja zupełnie przeciwnie- bez śniadania ani rusz. I tak od zawsze:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj ja również nigdy nie mam czasu na "spokojne" śniadanie...nawet w weekend. Zawsze staram się wtedy zrobić jakieś zakupy, biegam i zwykle śniadanie kończy się tylko wypiciem kawy o 11. A podobno to najważniejszy posiłek dnia. Życzę zatem więcej "nieśpiesznych śniadań" :)!

    OdpowiedzUsuń
  9. Ze śniadaniami miałam identycznie, na szczęście do czasu, bo przeszło wraz z pójściem na studia.
    Bardzo apetyczna zastawa, widziałabym ją zimą na swoim stole :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Heh:)mnie tez oznaczono słowem "niedozywiona"..ku utrapieniu Rodziców...KAZDE zyczenia-swieta,urodziny itp.."...i UTYJ TROSZKĘ!"..do dziś głodu specjalnie nie odczuwam:)ale za to mam remont balkonu właśnie i śniadanie w słońcu na takim będzie nareszcie spełnieniem wyobrażeń:))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja śniadania nie pomijam....bez niego wręcz ani rusz.Później kawka i baterie naładowane.W dzieciństwie też byłam raczej niejadkiem, chudym i bladym , przez co bardzo często pobierano mi krew ,żeby robić wyniki.No a weekendowe śniadanka, w ciepłe słoneczne dni na podwórku po prostu uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń

Witam i cieszę się z wizyty.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka