Próba indywidualizacji

Nie wiem czy to właściwe określenie w odniesieniu do przedmiotów. Niestety tylko takie  przyszło mi w tej chwili do głowy. Problem dotyczy nadania cech indywidualnych gotowym przedmiotom. Robimy to dość często: na przykład zmieniając kolor tego, co ładne, ale nie do końca w naszym stylu. Udało mi się ostatnio kupić rzecz, o której od dawna myślałam. Mianowicie drewniany kalendarz.


Taki z klockami do przekładania. A przy okazji - czy on ma jakąś specjalna nazwę? Zakup dokonany w Pepco, za naprawdę niewielkie pieniądze. Wykonanie pozostawia trochę do życzenia, drewniane są chyba tylko mobilne elementy, skrzynka to raczej jakaś sklejka. No ale coś za coś.


Skoro chciałam coś takiego mieć, a nie znalazłam póki co innej wersji, to trzeba było się decydować. Kupiłam i postanowiłam trochę z nim poeksperymentować. Ma stać na blacie oddzielającym kuchnię od pokoju, będzie więc oglądany z obu stron. Oryginalnie tył był zwyczajny, czyli goły.


Postanowiłam tył ozdobić starym, francuskim napisem. Przeniosłam go oczywiście za pomocą żelu do transferu Mod Podge. W przypadku gotowych przedmiotów nie ma pewności, co tam zostało nałożone jako warstwa farby. No i tym razem okazało się, że efekt końcowy może niestety zaskoczyć. Takie niespodzianki nigdy mnie nie spotkały przy transferze na pomalowane przeze mnie powierzchnie.


Jak widać kolor pod napisem zmienił odcień na ciemniejszy. Próbowałam tę różnicę zniwelować nakładając na jaśniejszą resztę mocny napar z herbaty. Trochę to poprawiło sytuację, ale pewna różnica jednak została. Przyznaję, że odrobinę mnie to drażni.


Przez cały dzień chodziłam wkoło i zastanawiałam się, czy wyczyścić papierem ściernym i zacząć od nowa, czy zostawić tak, jak jest. Wygląda to trochę jak fresk na starej ścianie i to duże słowo Rustique tak jakoś podkreśla ten "zużyty" charakter więc może zostanie. Zresztą wszystko z czasem żółknie niestety więc może i to będzie po jakimś czasie inaczej wyglądało. 


Mod Podge został wykorzystany również do dwóch innych projektów, o których przy następnej okazji. W przedpokoju czeka też spory karton z zakupionymi przeze mnie skarbami. Maluje się nowy mebelek. Obym się tylko ze wszystkim wyrobiła. Coraz więcej słońca i kolorów wokół to i ochoty do działań przybywa.


16 komentarzy :

  1. a mnie się efekt końcowy podoba - serio
    tez mam ten kalendarz, ale zostawiam go na razie w wersji oryginalnej
    pozdrawiam słonecznie
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety życie potrafi nas zaskakiwać i to nie zawsze pozytywie ...
    ALe zawsze możesz udawać że ten wygląd to zamierzony efekt ;-)
    Pozdrawiam Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  3. Kalendarz również namierzyłam:))) Ale nie decydowałam się na kupno bo doszłam do wniosku, ze kto go będzie przekładał na odpowiednie daty....:)))).
    Kupiłam za to ramkę , oczywiście białą i lekko "podstarzałą" -( zaprezentowana na moim blogu).

    Co do rzeczy do zrobienia "na już" to tez cała sterta czeka w kolejce na pomalowanie, właśnie w sklepie "wszystko po" zakupiłam kilka ramek we wspaniałej złoto-odpustowej kolorystyce, które czekają na pomalowanie a co za tym idzie - wolny czas.........to trochę jeszcze poleżą.....jak an razie sama świadomość ich planowanego wyglądu wystarcza!!

    Pozdrawiam Patti

    OdpowiedzUsuń
  4. Też widziałam ten kalendarz,jest świetny,i bardzo mi się podoba jego
    indywidualność w Twoim wydaniu;)Przyznam ,ze w tym magicznym sklepie(przynajmniej moim mieście)było więcej wspaniałych rzeczy np:manekiny z drutu na biżu,na prawdę cudowne,ażurowe serduszka i wiele innych.Czekam na mebelek bom ciakawa;)
    Aha mogłabyś mi zdradzić coś więcej na temat tego specyfiku za pomoca którego przeniosłaś wzór?byłabym wdzięczna;)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim też. Kupiłam i inne, ale akurat nie manekina i serduszka. Informacja o mp wysłana na maila.

      Usuń
  5. Mi też bardzo podobają się takie drewniane kalendarze!
    Może faktycznie skoro Cię drażni, pomaluj jeszcze raz na biało i nanieś transfer od nowa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Również miałam w rękach ten kalendarz i chyba zaraz się po niego wybiorę, bo wciąż chodzi mi po głowie. Mam wrażenie, że był on pokryty czymś w rodzaju gipsu, może stąd ten nieprzewidziany efekt. Podpisuję się pod Myszką: farba i jeszcze raz transfer..? Ja również chętnie dowiedziałabym się na temat tego preparatu. Czy można go nanosić na drewniane powierzchnie takie nie bielone? :) Pozdrawiam i obserwuję - ładnie tu u Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  7. mam taki kalendarz, ale nie mogę go ruszyć, bo to oryginał z lat 60 tych, jakoś tak; stał w domu rodzinnym mego M, więc teraz stoi u niego jako pamiątka. Ja z transferem spróbowałabym jeszcze raz, nie lubię, jak mnie coś wkurza. Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie się podoba taki jak jest w tej chwili, ale jak ma Cię wkurzać...
    Ja czasami hołduję zasadzie "to się opatrzy" i sprawdza się:)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. Hihi, widzę, ze nas więcej... Nas, które zachwycił ten kalendarz. U mnie też już stoi. Co do efektu, to może spróbuj z patyną, albo farbką akrylową w kolorze umbry...
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  10. fajnie wygląda, a ten inny odcień nadaje mu uroku:)

    OdpowiedzUsuń
  11. aaaaale świetny, koniecznie jadę jutro go kupić, oczywiście na żadne transfery ten mój nie ma co liczyć :)
    Mnie się ten efekt podoba, ale chyba zrobiłabym jeszcze kontur wokół, żeby wyglądało jak nałożony na drewno szyld.
    pozdrawiam
    mz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci serdecznie za pomysł.

      Usuń
  12. Chyba musze wyslac kogos do pepco :) piekny, czasem ciekawe skarby sie tam trafiaja, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Oczywiście już się nie załapałam :)
    Może przyjadą z kolejna dostawą ?
    pozdrawiam
    mz

    OdpowiedzUsuń

Witam i cieszę się z wizyty.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka