Drugi koniec Europy - część 1

W czasie opisu wakacyjnego pobytu w Czarnogórze wspomniałam, że koniec wakacji spędziłam na drugim końcu Europy. Teraz nadszedł czas na pierwszą część wspomnień z pobytu w jednym z najpiękniejszych miast europejskich. Takie przynajmniej jest moje zdanie. Chodzi oczywiście o stolicę Katalonii, czyli Barcelonę. Nie tak od razu jednak bo po drodze do... był klasztor Montserrat.


Góra oddalona jest od Barcelony o 40 kilometrów. Masyw Montserrat widoczny jest z wielu miejsc Katalonii. Nawet z daleka budzi respekt i zachwyt swym ogromem i niezwykłymi kształtami. Według jednej z legend budowniczymi, czy raczej artystami – rzeźbiarzami były anioły, które w wielu miejscach, za pomocą złotej piły nadały fantazyjny wygląd górze, która później miała stać się domem dla Matki Boskiej z Dzieciątkiem zwanej ze względu na ciemne drewno, z którego została wyrzeźbiona – La Moreneta czyli Czarnulka. Taka Nasza Częstochowa, tylko droga zdecydowanie bardziej ekstremalna.


Droga do Montserrat jest obecnie bardzo prosta. Można dojechać pociągiem z Barcelony, potem przesiąść się na kolejkę linową, albo na pociąg, który w wielu miejscach jedzie prawie pionowo pod górę. Można dojechać samochodem z dowolnego miejsca wybrzeża Costa Brava. My wybraliśmy kolejkę linową, z której widoki są naprawdę niesamowite a wysokość przejazdu wzbudza lęk. Prawda jest taka, że giganci nie musieli nic tu lepić. 25 milionów lat temu było tu morze, a masyw jest jego dnem wyniesionym na skutek wypiętrzenia ziemi.
 

Montserrat to miejsce, które Katalończycy kochają nie tylko ze względu na obecność figurki Czarnej Madonny. Tu za czasów dyktatury generała Franco znajdowała się siedziba opozycji, która drukowała teksty w języku katalońskim, gromadziła dzieła pisane w tym języku, dzieła artystyczne symbolizujące kataloński patriotyzm. Budynki klasztorne, które w pewnych częściach stanowią hotele, sklepy i muzeum z dziełami takich artystów jak na przykład El Greco, Salvador Dali czy Caravaggio, wyglądają jak domki dla lalek. Zachwyca niemal wszystko: widok, panorama okolicy, przedziwne skały  ale również dzieło rąk ludzkich. 

Bogactwo detali architektonicznych, wykonanych z niezwykłą dokładnością i pietyzmem. W takich chwilach żałuję, że człowiek nie jest w stanie zachować tych wszystkich szczegółów w pamięci. A nawet nacieszyć się nimi wszystkimi do syta bo nie wiadomo na czym się skupić. 

Zauważyłam, że pielgrzymujący Hiszpanie stają w centrum mozaiki zdobiącej dziedziniec i ściągają jakąś cudowną energię  płynącą z "góry". Zrobiłam więc dokładnie to samo. Muszę przyznać, że chyba zadziałało!


Miejsce warte zobaczenia z wielu różnych powodów.  Budzące podziw dla budowniczych, którzy w tak niedostępnym miejscu, w czasach prymitywnych technik i technologii wznieśli takie cudeńko. A my teraz kawałka autostrady nie potrafimy na czas wybudować. Ja się pytam - Dlaczego?!


6 komentarzy :

  1. Miejsce jest cudowne, byłam tam kilka lat temu.Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałabym tam kiedyś wrócić...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudna Barcelona, eh.. tez bym chciala to ujrzec na wlasne oczy:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Hi dear! Love Spain! It's one of my dreams visiting a lot of cities of Spain, like Madrid, Salamanca and others. So beautiful pictures, dear! Loved! Kisses, Rachel :D

    OdpowiedzUsuń
  5. mam nadzieje ,ze zawitam kiedys do Barcelony..pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Witam i cieszę się z wizyty.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka