Wabi-Sabi czy to coś do zjedzenia?

Co to takiego wabi-sabi? Czy to japońskie danie? Niestety nie chociaż brzmi smakowicie. W urządzaniu i dekorowaniu wnętrz co jakiś czas pojawia się nowy styl lub moda. Po duńskim hygge i szwedzkim lagom kolejna inspiracja dotarła do nas z Japonii pod orientalną nazwą wabi-sabi. 



Filozofia wabi-sabi powstała z połączenia dwóch pojęć. Wabi oznacza pokorę i prostotę, życie w zgodzie z naturą. Sabi wiąże się zaś z upływem czasu, dotyczy przemijalności i piękna naturalnego starzenia się. W stylu wabi-sabi za atrakcyjne uznaje się to co wiekowe i surowe w formie. Wszelkie ślady zużycia są w tym przypadku atutem nie wadą. 


Styl ten wprowadza do wnętrz produkty i elementy  dalekie od perfekcji, naruszone zębem czasu i z widocznymi oznakami użytkowania. Pozornie odrapane ściany z wieloma warstwami farby wyzierającymi intrygująco jedna spod drugiej. 



My proponujemy komplet osłonek na doniczki z tym własnie efektem. Prosta, tradycyjna forma, naturalny materiał i wykończenie właśnie w stylu wabi-sabi. Dominuje kolor zielony, spod którego wyzierają inne kolory, do tego odrapania i przetarcia. Mamy wrażenie, że to stare, omszałe donice.



A może osłonki z grubej ceramiki z dekoracyjną głową lwa. Wyglądają jak wiekowe doniczki metalowe, pokryte grubą warstwą rdzy. Robią wrażenie żywcem przeniesionych z pałacowego ogrodu. Przestrzeń, w której mieszkamy jest odzwierciedlenie nas samych. To, jak ją tworzymy i dekorujemy, to odbicie naszych potrzeb i upodobań. 



Wabi-sabi oznacza korzystanie z rzeczy, które już mamy, które po kimś odziedziczyliśmy lub trafiły do nas z drugiej reki. O dawanie starym przedmiotom nowego życia i czerpanie przyjemność z tego, co posiadamy. O spojrzenie przychylnym okiem na wysłużone przedmioty i odszukanie w nich na nowo piękna.




A jeśli stawiamy na coś nowego to zwróćmy uwagę na  materiały, takie jak drewno, zwłaszcza to stare lub pochodzące z recyklingu Jeżeli chodzi o tekstylia to króluje oczywiście naturalny len ze swoim mało perfekcyjnym, wymiętym wyglądem. Wnętrza spod znaku wabi-sabi to mieszanka kolorów ziemi z neutralnymi barwami, takimi jak biel czy jasne odcienie szarości.Wabi-Sabi to styl, który wnętrze złożone z niedoskonałych przedmiotów czyni doskonałym.




Projekt nr 4 - Nieoczekiwana zmiana planów

No cóż! Nikt z nas się nie spodziewał tego co się wydarzyło. Wszyscy z utęsknieniem czekaliśmy na wiosnę i snuliśmy plany. Takie zwykłe i przewidywalne, które w obecnych okolicznościach postrzegamy całkiem inaczej. Chyba jedynym plusem tej nadzwyczajnej, epidemicznej sytuacji jest to, że człowiek zaczyna doceniać normalność, do której przywykł i nie traktował jej jak daru od losu. 


Wydaje nam się, że tak po prostu musi być i tyle, że zostało nam to dane na zawsze. Okazuje się, że jednak nie! Że tak naprawdę nie wiemy co, kiedy i na jak długo wytrąci nas z tej normalności. Mój plan na marcowy projekt był zupełnie inny, a do jego realizacji było mi potrzebnych kilka elementów z marketu budowlanego. One są co prawda otwarte ale staram się zachowywać odpowiedzialnie i nie ganiać po sklepach bez naprawdę istotnej potrzeby. 


Mam świadomość, że jak się nas pochoruje cała masa w tym samym czasie, to wielu z nas nie otrzyma właściwej pomocy, ze względu na ograniczenia sprzętowe i personalne. W związku z tym nie mam projektu na marzec. Najpierw chciałam zaniechać pisania  całkowicie ale potem uznałam, że przecież znajdę jakiś temat zastępczy. A każdy przejaw normalności w tych nienormalnych czasach jest cenny. Skoro postanowiłam, że jeden w każdym miesiącu, to się tego trzymam. 


Ostatecznie, co prawda z niewielkim poślizgiem, mini projektem będą moje wielkanocne pisanki.  Na nie też miałam zupełnie inny pomysł, mniej kolorowy. Wiecie, że kolorów u mnie niewiele, zwłaszcza tych zdecydowanych. No ale skoro wszystko wokół takie trochę smutne to postanowiłam, że jednak będą rzucały się w oczy. A co tam! Do monochromatycznych  wrócę w przyszłym roku. 


Nigdzie mi się nie spieszyło, bo narodowa kwarantanna więc mogłam się pobawić i poeksperymentować. Potraktowałam to trochę jak zajęcia terapeutyczne, pozwalające chociaż na chwilę odwrócić uwagę od rzeczywistości. Moje córki i wnuki mieszkają za granicą i wirus całkowicie pokrzyżował nam plany. Odwołano loty, pozamykano granice. Pozostaje kontakt wyłącznie wirtualny. 


Jestem typem samotnika i radzę sobie z przebywaniem wyłącznie w swoim towarzystwie. Ale ile można? Kilka pierwszych dni fajnie. Wpadłam w wir mycia okien, sprzątania, prania niemal wszystkiego co możliwe. Potem ze dwa dni poleniuchowałam. A teraz to już tylko snuję się z kąta w kąt i zaczyna mi odbijać. W tych okolicznościach takie manualne robótki to sama przyjemność i lek na samotność. 


No więc sobie ciapkałam. Najpierw namieszałam ten sam kolor w różnym natężeniu. Od najjaśniejszego do najciemniejszego. Potem postanowiłam zrobić nakrapiane. Sprawdza się metoda z ryżem. Do pojemnika wsypujemy suchy ryż, na to kilka kropli barwnika lub tuszu. Wkładamy jajko i potrząsamy pojemnikiem tak żeby się turlało po ryżu. Efekt naprawdę mi się podoba. Na jednych to nakrapianie widać bardziej, na innych mniej. 


Na samym końcu naszła mnie jeszcze ochota na marmurkowe. Przesada? Pewnie, że tak ale przez pół dnia mózg zajmował się czymś innym niż wirusy i tragiczne doniesienia. W moim przypadku taka terapia naprawę działa więc kto wie czy nie zrobię jeszcze innej wersji. Świąt z prawdziwego zdarzenia nie będzie, ale to nie znaczy, że trzeba rezygnować ze wszystkiego. Wielkich przygotowań nie przewiduję ale dla samej siebie udekoruję. Przy okazji zapraszam na weekendowy rabat. Trzymajcie się zdrowo kochani!



LINK DO SKLEPU - KOKON HOME










Projekt nr 3 - Galeria w sypialni

Kolejny z moich projektów. Jak widzicie nie odpuszczam mimo zmęczenia i braku czasu. Na większe projekty póki co brak możliwości. Nie zniechęca mnie to, bo każda zmiana jest fajna i wcale nie musi być jakaś radykalna. Nie trzeba od razu przestawiać ścian, zrywać tapet albo kupować nowych mebli. Chociaż to oczywiście też fajna opcja.


Co do zrywania tapet to już kiedyś pisałam, że mam na ścianach tapety z włókna szklanego więc naklejanie na nie innych nie wchodzi w rachubę. Pozostaje ewentualnie przemalowanie na inny kolor. W tej chwili nie mam na takie prace pomysłu więc ograniczyłam się do zmiany tego, co na ścianach wisi.


W tym konkretnym przypadku chodzi o ścianę nad łóżkiem w sypialni. Na zdjęciu powyżej widać jak dotychczas wyglądała. Cztery białe ramy i czarno-białe zdjęcia mojego autorstwa. Od kliku lat nic tam nie zmieniałam. Czasami jednak nachodzi człowieka potrzeba zmian. Jestem przekonana, że doskonale znacie ten stan i w pełni rozumiecie o czym mowa..


Efektem tej nagłej potrzeby był zakup w Poster Store. Od dłuższego czasu obserwuję ich konto na Instagramie i zachwycam się wszystkimi produktami. Chociaż jak się okazało, przy tak bogatej ofercie, wybór to nie jest prosta sprawa.  Kilka dni gapiłam się na wszystko jak gapa w gnat i nie mogłam się ostatecznie zdecydować.


Dobrym rozwiązaniem jest fakt, że te wszystkie skandynawskie plakaty można kupić w tym samym sklepie i jednocześnie dobrać do nich odpowiednie rozmiary ramek. Do wyboru są cztery wersje kolorystyczne. Do sypialni wybrałam białe. Wiem, jestem nudna ale trzymam się swojej koncepcji. Akurat w sypialni nie chcę kontrastów. Pozostałe ramki też są białe więc tu wybór był prosty.


Próby sensownego ułożenia w całość tego co wybrałam trochę trwały. Plakatów mam więcej bo będą również w innych miejscach. Do sypialni wybrałam w sumie bardzo spokojne i delikatne. No może za wyjątkiem tego wielkiego kwiatka. Spodobał mi się tak bardzo, że nie mogłam go sobie odmówić. Nie obyło się również bez odmalowania ścian.


Niestety pod ramkami zawsze zbierze się bród i zostają po nich na ścianie widoczne ślady. I nie dotyczy to tylko jasnych ścian. Mam w mieszkaniu ciemne szare i sytuacja jest dokładnie taka sama. Z tą różnicą, że ciemne mogę umyć, a białej się zwyczajnie nie da. Po licznych przymiarkach efekt końcowy prezentuje się  właśnie tak.


Połączyłam wybrane obrazy z plakatami tekstowymi i delikatnymi motywami roślinnymi. Pojawił się nawet kobiecy portret. Nie wiem czy sobie ze skomponowaniem tego w całość poradziłam, ale mimo to jestem zadowolona. Cieszą oko od samego progu przy wejściu do sypialni. Ale nie przeszkadzają w wyciszeniu się, bo w pozycji leżącej ich nie widać.


No może kawałeczek widać w lustrze, które wisi na przeciwległej ścianie. Sypialnia ma kształt wydłużonego prostokąta i niezwykle trudno zrobić zdjęcie tak na wprost, żeby się coś na fotce nie powyginało. Nie narzekam bo jest dość duża, ale kształt mnie czasami wkurza. Poza tym nie mogę przytyć, bo pupa mi się nie zmieści między komodami a łóżkiem i nie umyję podłogi.


Zawsze to jakiś powód do dbania o linię. Poza tym zrobienie fotek przy tej paskudnej pogodzie to też nie jest łatwa sprawa. Wszystko łapie tę ponurą szarość. No ale już koniec narzekania. Jeszcze pewnie nie raz będziecie mogli zajrzeć do mojej sypialni i to w pełnym słońcu. Ważne, że kolejny projekt zaliczony i relacja na blogu zamieszczona.


Istotne jest również to, że plakaty drukowane są na ekologicznym papierze, pochodzącym ze szwedzkiego zakładu papierniczego Lessebo bruk. A dla was mam jeszcze na koniec niespodziankę w postaci kuponu zniżkowego na zakupy w Poster Store.

Kupon obejmuje 30% zniżki na plakaty, z wyłączeniem plakatów Selection. Kod jest ważny od 29 lutego do 29 marca. Macie więc prawie miesiąc na zastanowienie się i wybór. A naprawdę jest z czego wybierać.

                                    KOD RABATOWY - KOKONHOME30























Opowieść o krześle

W przerwie pomiędzy relacjami z realizacji moich małych projektów zapraszam was na słów kilka o krześle. Zdawać by się mogło, że taki mebel nie zaprzątnie mi na dłużej głowy. A jednak okazało się, że nie takie to hop-siup. A przy okazji ciekawostka na temat tego mebelka. Może już wiecie, a może właśnie się dowiadujecie. Krótka historia krzesła zaczyna się na greckiej wyspie Krecie. 



W miejscowości Knossos znajdują się ruiny dawnego pałacu, którego początki sięgają 2000 lat p.n.e. Jego powstanie związane było z kulturą minojską. W jednym z pomieszczeń, tzw. sali tronowej, znajduje się kamienne krzesło – tron. To krzesło nazywane jest “najstarszym krzesłem Europy”. Pierwotni ludzie zazwyczaj albo stali, albo kucali, albo leżeli. Krzesła używano na tak zwane specjalne okazje. Z sal tronowych krzesło, jako symbol sprawowania władzy, trafiło do Stolicy Apostolskiej i siedzib biskupstw.



Tym razem jako “kathedra”, co z greckiego “καθέδρα” oznaczało krzesło.Wolno stojące krzesło, używane przy mniej oficjalnych okazjach, to stosunkowo młody europejski wynalazek. Jako standardowe wyposażenie zwykłych domów trafiło do nich dopiero w XVI wieku, a w wieku XVIII zaczęto je wymyślnie zdobić. W miejscach pracy, biurach i urzędach, krzesła weszły do powszechnego użycia dopiero w XIX wieku.



Pod koniec XIX wieku krzesło znalazło kolejne nowe zastosowanie. Tym razem przyczynił się do tego rozwój elektryczności i amerykański wymiar sprawiedliwości. I tak oto w 1890 roku wykonano pierwszą na świecie egzekucję z zastosowaniem krzesła elektrycznego. No i tym dość makabrycznym akcentem kończymy krótką historię krzesła i przechodzimy do teraźniejszości. 



Krzesło ma być jednym z czterech, które staną w jadalni po zaplanowanych zmianach. I tutaj poszłam za trendami, których się naoglądałam na Instagramie. Rezygnuję z kompletu i ustawię cztery różne, ale tak by do siebie pasowały. Trzy już mam i z tym ostatnim było chyba najtrudniej. Chciałam żeby było coś nowego, coś starego, coś białego i coś przełamującego tę biel. Szukałam więc krzesła pasującego do reszty o ponadczasowej, w miarę prostej formie.



I chyba udało mi się znaleźć właściwe tutaj.  Ostatecznie padło na to, bo moim zdaniem jest proste, a dzięki tym szczebelkom przepuszcza sporo światła i wygląda lekko. W tej chwili stoi sobie w pokoju i czeka na reorganizację jadalni. Jak pasuje do reszty oczywiście pokażę zaraz po zakończeniu prac. Ale nie jestem w stanie powiedzieć kiedy, bo od dłuższego czasu borykam się z ciągłym brakiem czasu.



Krzesło kupiłam online w sklepie Edinos.pl. Przyszło wygodnie opakowane w karton i trzeba było jedynie dokręcić nogi. Sklep przygotował również niespodziankę, którą mogę się podzielić z wami. Jest to kod rabatowy o wartości 50 złotych dla pierwszych dwudziestu osób.

 KOD RABATOWY - EDINOS50

Jeśli szukacie mebla zajrzyjcie i skorzystajcie. Mnie w oko wpadł jeszcze taboret w industrialny stylu. Ciekawa jestem czy zgadniecie, który to.




Projekt nr 2 - Drobnostka z resztek

Trzymam się swojego planu z poprzedniego miesiąca. Styczeń był bardziej zakręcony niż zazwyczaj. Ferie zimowe a potem przyjazd córki z wnukami zweryfikowały mój plan. Nie dałam rady wykonać zaplanowanego wcześniej zadania. 



Postanowiłam więc zrobić coś co nie wymaga zbyt wiele czasu. Z poprzedniego projektu zostało mi kilka kawałków listewek i zastanawiałam się jak je wykorzystać. Ostatecznie postanowiłam zrobić elementy, które ułatwią prezentację moich skorupek w witrynach.


Jak widać mam ich trochę i wszystkie godne wyeksponowania, moim zdaniem oczywiście. Najtrudniej było mi dotychczas z talerzykami. Coraz częściej pojawiają się na nich ładne nadruki i chciałam je tak ustawić żeby było je widać. Moja witryna to popularny model ze znanej sieciówki i jeden z przedmiotów tam sprzedawanych mnie zainspirował.


Każdy chyba widział i zna półeczki z Ikea do eksponowania zdjęć albo książek. Uznałam, że coś bardzo podobnego doskonale się sprawdzi jako ekspozytor talerzyków. Wystarczyło dociąć listewki na odpowiednią długość i skleić ze sobą. Szersza stanowi podstawę, węższa to blokada.


Resztek wystarczyło na zrobienie trzech. Ta najdłuższa do witryny Hemnes, krótsze do witrynek w mojej starej, przemalowanej komodzie. W witrynie widocznej na zdjęciach nie było problemu, wystarczyło cały element za pomocą kleju do drewna przykleić do wybranej półki.


Trochę trudniej było w małych witrynach, bo tam półki są ze szkła. Do przyklejenia użyłam więc taśmy dwustronnie klejącej. Przykleiłam wszystko żeby było stabilne i nie przesuwało się do przodu pod ciężarem talerzy. Teraz mogę je ustawić pionowo i wiem, że się nie poprzewracają.


Talerze stoją trochę wyżej niż pozostałe przedmioty, a listewka z przodu nie pozwala im się przesunąć albo przewrócić. Najprawdopodobniej wykorzystam w ten sposób jeszcze jedną z półek. Muszę również pomyśleć nad stworzeniem większej powierzchni do składowania tych moich zbiorów.


Może będzie to któryś z kolejnych projektów z zaplanowanej dwunastki. Niestety zdjęcia z realizacji tego nie są najlepszej jakości. Czekałam na odrobinę słońca i się nie doczekałam więc jest co jest. Te zimowe ciemności zmobilizowały mnie do zakupu lampy do zdjęć. Jakoś przecież trzeba sobie radzić bez względu na porę roku.


Jak widać nic wielkiego i trudnego ale zdecydowanie ułatwia mi uporządkowanie przedmiotów w witrynie. Ta półka ma największą wysokość więc docelowo będą na niej poustawiane większe talerze, te małe powędrują na kolejną. Niestety zabrakło mi listewek więc muszę sobie dokupić.


Do malowania użyłam farby kredowej, którą sprzedają w małych puszkach. Takie małe opakowania są bardziej ekonomiczne przy realizacji drobnych projektów. Szybko się zużywają i farba nie zdąży wyschnąć. Znalazłam je w ofercie Castoramy. Mają dość szeroki wybór kolorów.



Projekt nr 1 - odwrócony kalendarz adwentowy

Nie będzie to co prawda dwanaście prac godnych Herkulesa , ale takie sobie stawiam wyzwanie. Może zapytacie dlaczego? Powód jest prosty. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z blogiem miałam tyle zapału i pomysłów, że sił na ich realizację czasami brakowało. A potem... No cóż, jak to zwykle bywa zapał stopniowo się ulatniał. Pomysły co prawda były ale ochoty do ich sfinalizowania brakowało. Blog mi podupadł, a mnie dopadło na długi czas zniechęcenie. 



Postanowiłam więc zmobilizować samą siebie do działania. Ma to być dwanaście projektów, po jednym w każdym miesiącu. Nie zaplanowałam ich z wyprzedzeniem, bo jeśli zabraknie mi czasu albo sił to będę miała do siebie pretensje, że nic z tego nie wyszło. Niech się pojawiają spontanicznie. Być może będą trudniejsze i wymagające, a być może takie do wykonania z "palcem w nosie". Zobaczymy! 



Postanowiłam zacząć w grudniu żeby móc na koniec przyszłego roku podsumować swój plan. A jak grudzień to pierwszy projekt ma charakter świąteczny. Startuję więc od czegoś bardzo prostego. Jak zapewne wiecie moje wnuki mieszkają daleko bo aż w Irlandii więc nie mam możliwości przygotowania dla nich kalendarza adwentowego. Ale i tak postanowiłam zrobić coś w tym stylu tylko z odwróconą zasadą, dlatego nazwałam go odwróconym kalendarzem adwentowym.  Zamiast zdejmować paczuszki z niespodzianką, będę każdego dnia wieszać jedną świąteczną dekorację.


Dlaczego nie kupiłam czegoś gotowego? Po pierwsze żeby wykonać coś własnoręcznie. Po drugie miałam z góry upatrzone miejsce do jego powieszenia i musiał być wykonany na miarę. Żaden tam wielki wysiłek i trudny projekt, ale za to mój i pasujący do mojego wnętrza. W markecie budowlanym zakupiłam listewki, klej do drewna i farbę. Zdecydowałam, że będzie miał kształt choinki składającej się z listewek o dwóch różnych szerokościach. Miał pasować kolorystycznie do wnętrza więc konsekwentnie postawiłam na biel i czerń. 



Poza tym powinien być jedynie tłem dla kolorowych dekoracji. Żeby czerń nie dominowała i nie zawiało grozą tylko te cieniutkie listewki są w tym kolorze. Najbardziej czasochłonne było wymierzenie wszystkich elementów składowych i ich równe poprzycinanie. A najtrudniejsze, dla mnie oczywiście,  okazało się sensowne rozmieszczenie tych dwudziestu czterech haczyków na zawieszki. Żeby było w miarę równo, w miarę symetrycznie i jednocześnie żeby jedna zawieszka nie zasłaniała specjalnie drugiej. 



Potem to już poszło błyskawicznie. Chciałam również żeby przed zawieszeniem ozdób taka pusta choinka też wyglądała w miarę atrakcyjnie. Dlatego pojawiły się na niej dodatkowo małe płatki śniegowe. Wystarczą światełka na druciku i już jest odświętnie. Jak będzie okazja to zawisną na niej adwentowe paczuszki niespodzianki dla dzieci. W tym roku kolejno każdego dnia wieszałam małe zawieszki i dekoracje. Zebrane wszystkie w jednej misce same w sobie już były dekoracyjnym elementem. 



No i tak właśnie prezentuje się mój odwrócony kalendarz adwentowy w pełnej krasie. Co prawda to nie jest jego docelowe miejsce, ale tylko tutaj udało mi się robić zdjęcie, na którym widać wszystko jak trzeba. Zawisł na wąskiej ścianie w przejściu z kuchni do pokoju i tam pod kątem trudno było mi go sfotografować. Poniżej możecie zobaczyć jak to wygląda naprawdę. 



Musiał pasować do tej ściany i na wysokość, i na szerokość. Dlatego postanowiłam, że to będzie zadanie na start. Pierwszy projekt z listy dwunastu zaliczony. Prosty i łatwy ale dumna jestem z siebie, że się zmobilizowałam do działania. Głównie o to w tym postanowieniu chodzi. Nie o efekt a o ogarnięcie sił, głowy i samopoczucia. Taka domowa psychoterapia. 






KOLOR ROKU 2020

Kolor roku 2020 Dunn-Edwards®Minty Fresh (DE5687), oddaje entuzjazm i optymizm nowej dekady. Gdy stoimy u progu nowej ery, przed nami jest nieskończony potencjał. To orzeźwiające i ekscytujące — jak Minty Fresh! Jako kluczowy kolor trendów kolorystycznych Dunn-Edwards na 2020 rok „Świeży i Wolny”, Minty Fresh emanuje spokojną, czystą i wyrazistą nutą palety kolorów — miękkością wody i jest odzwierciedleniem czystości. 

Wpływ roślinności na różne branże wzornictwa jest ostatnio bardzo widoczny. Złożone neutralne kolory i bogate w liście odcienie nadal cieszą się dużą popularnością wśród konsumentów. Odmiany tego koloru zyskały na popularności w ostatnich latach — od jaśniejszego kaktusa i mięty, do ciemniejszej zielonkawo-niebieskiej zieleni, wielokrotnie łączonej z różowym “Millennial pink”, do głębokich róży i jasnych fuksji.

Zbliżając się do roku 2020, z entuzjazmem idziemy do przodu. Ten przyszły rok zabiera nas w podróż pełną nadziei, podkreślając szeroką gamę pomysłów w zakresie kolorów i wzornictwa. Z niecierpliwością czekamy na nową dekadę — z jej postępami w nauce i technologii, a także światowymi poglądami. 



Ponadto zbliżamy się do zmiany pokoleniowej, która prowadzi nas do nowych tożsamości, co oznacza, że dążymy do tego, aby pozostawić światu lepsze miejsce, jednocześnie całkowicie zanurzając się w teraźniejszość.


W poszukiwaniu postępu Minty Fresh zajmuje się eskalacją duchowości, a także fascynacją mistycyzmem i kosmosem. Odkrywamy prawo do marzeń, szukamy irracjonalności i ponownie wykorzystujemy naszą wyobraźnię. Myślimy na nowo o powiązaniach i przekonaniach, kładąc nacisk na nasze wewnętrzne poglądy. Kluczowe są minimalne luksusy — takie jak doświadczenie czasu dla siebie, a nie dla innych.


Zmęczony hałasem ostatnich kilku lat design stara się stworzyć harmonijny rytm z chaosu. Podobnie jak zaangażowanie środowiska projektantów w zrównoważony rozwój na początku 2000 roku, zdrowie i dobre samopoczucie znajdują centralne miejsce w projektowaniu.
Rok 2020 jest już blisko! Co będzie potem? To zależy od nas. Tak więc dzisiaj i każdego następnego dnia bądź entuzjastyczny i optymistyczny — jak Minty Fresh, Kolor Roku 2020 Dunn-Edwards.

kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka