Drobny lifting

Dziś chcę napisać o drobnych ale istotnych zmianach. Lifting nie dotyczy moich poczynań wnętrzarskich. Związany jest za to z moim internetowym lokum, czyli blogiem, sklepem, kontem na Facebooku oraz na Instagramie. Od czasu do czasu i tutaj trzeba coś zmienić żeby iść z duchem czasu.
 
 
Nie wiem czy zauważyliście ale w sierpniu zmieniłam i ujednoliciłam logo. Uznałam, że dobrym rozwiązaniem będzie wprowadzenie tego samego formatu we wszystkich czterech miejscach. Najistotniejszy był jednak w tym przedsięwzięciu sklep. Cała reszta jest mu bowiem podporządkowana.
 
 
W momencie uruchomienia sklepu, czyli trzy lata temu nie miałam czasu na ogarniecie wszystkiego. Ba, nawet pomysłu nie miałam. Pierwsze sklepowe logo wykonałam sama więc nie było to profesjonalne a raczej chałupnicze dzieło. Blog był założony dużo wcześniej i żył w zasadzie swoim życiem.
 
 
Szybko się jednak okazało, że czasowo nie ogarnę prowadzenia dwóch oddzielnych blogów: osobistego i sklepowego. Naturalną koleją rzeczy stary blog przejął obie funkcje. Do tego pojawił się Instagram i było już pewne, że trzeba to z sobą połączyć za pomocą graficznego elementu.
 
 
Tylko, że tym razem już postawiłam na profesjonalny projekt. Zwróciłam się z propozycją jego wykonania do Magdy, która prowadzi bloga Madiva Creative. Okazało się, że w zasadzie jesteśmy sąsiadkami a Magda jest jedną z najsympatyczniejszych i uczynnych osób, jakie było mi dane poznać.
 
 
Przygotowała w ekspresowym tempie kilka propozycji, z których wybrałam ten, który moim zdaniem pasował najbardziej. Zgodnie z moim życzeniem w wersji black&white z drobnym elementem w kolorze fuksji. Elektroniczna wersja dotarła do mnie szybciej więc nowe logo zagościło w sieci już miesiąc temu.
 
 
Magda na tym nie poprzestała. Znalazła świetną drukarnię i przygotowała dla mnie nowe zawieszki towarowe i wizytówki. Piękne, eleganckie ale równocześnie proste w formie i do tego dwustronne. Logo i wzór na odwrocie zapadają w pamięć. Prawda, że prezentują się świetnie? 
 
 
Jestem zachwycona i serdecznie dziękuję. Ale to nie jedyne projekty Magdy. Tworzy również autorskie plakaty, tkaniny i dekoracje. Część z nich możecie znaleźć w ofercie Kokon Home. Wszystkich, którzy jeszcze nie znają tej kreatywnej kobiety zapraszam na jej:
bloga - TUTAJ
Instagrama - TUTAJ
Facebooka- TUTAJ 
 
Możecie również sprawdzić jak praca Magdy prezentuje się u mnie:
Sklep - TUTAJ
Facebook - TUTAJ
Instagram - TUTAJ 
 
 

Nadeszła Pani Jesień

Nadeszła mimo, że ja chętnie zatrzymałabym lato na dłużej. Niestety taka kolej rzeczy w zmiennym klimacie. Nic w tej kwestii zrobić się nie da. Osobiście nie przepadam za jesienią i nie lubię zimy. Moje ulubione pory roku to wiosna w rozkwicie i pogodne lato. Z drugiej jednak strony tak jest ciekawiej.
 
 
Zmiana co jakiś czas, czyli mniej monotonnie. Każda z pór roku ma oczywiście swoje plusy i minusy. Soczysta zieleń wiosny. Ciepło i kolory lata. Rdza jesiennych drzew. Diamentowy urok  mieniącego się w słońcu śniegu zimą.  Więc staram się jednak cieszyć każdą z nich. W jesieni nie lubię słoty i przejmującego wiatru.
 
 
Zima mnie odstrasza bardzo minusowymi temperaturami i chlapą śniegową. Ale trwające przez dwanaście miesięcy lato chyba szybko by się znudziło. Zastanawia mnie tylko fakt czy ten rytm czterech pór roku nie powoduje, że czas nam szybciej biegnie. Zanim się jedno przeje do cna to nadchodzi drugie.
 

Może jak się nie czeka na zmiany, bo ciągle jest to samo, to czas się bardziej wlecze? Nie wiem bo sama nie doświadczyłam tej drugiej sytuacji. Może znajdzie się ktoś, kto potrafi mi na to pytanie odpowiedzieć. Ale nawet dla takiego wielbiciela słońca i miłośnika ciepła jak ja Boże Narodzenie w szortach i sandałach nie wchodzi w rachubę.
 
 
Raz na kilka lat wyjazd świąteczny w tropiki może być. Szczególnie jak na starość łamie w kościach i trzeszczy w stawach. Taka odmiana może być fajna ale tak na stałe raczej nie. Witam więc Panią Jesień z uśmiechem i mam nadzieję, że będzie łaskawa. Zachwyci kolorami, dopieści słonecznymi dniami, umiarkowanie dowodni deszczem. Wiatr zamówi tylko po to, żeby lekko szumiały opadłe liście. Oby!
 
 
Miseczka H&M Home
Dekoracyjne żołędzie - Kokon Home
 
 
 
 
 

Magia saksofonu

Bywają instrumenty, których brzmienie na jednych robi wrażenie na innych nie. Być może nie jestem obiektywna ale chyba saksofon lubi większość. Ja uwielbiam dobrze zagrane utwory na saksofonie. Prawdopodobnie również dlatego, że kojarzy mi się z moim ulubionym filmem "Pół żartem pół serio". W momentach obniżonego nastroju ten film albo dobry kawałek na saksofonie poprawiają mi nastrój zdecydowanie.
 
 

Generalnie większość ludzi wie, albo przynajmniej kojarzy, że instrument, o którym mowa zyskał swoje miano od nazwiska swojego pierwszego konstruktora. A jeśli nie to przy tej okazji podam kilka informacji na ten temat. Adolf Sax, bo o niego tu chodzi, był zdecydowanie pechowcem. W wieku dwóch lat spadł z dużej wysokości (2 lub 3 piętro zależnie od źródła), połknął szpilkę, usiadł na piecu i poparzył sobie cały bok.


Trzyletni Sax napił się białego witriolu z wodą, a życie uratowała mu natychmiast podana dawka oliwy. Pewnego razu cała rodzina  zatruła się bielą ołowianą używaną w warsztacie ojca. Z tym ostatnim oprócz wspólnej profesji łączyło go także zatrucie tlenkiem miedzi oraz arszenikiem. Kolejnej intoksykacji nabawił się, gdy jego sypialnia  posłużyła za suszarnię dla świeżo polakierowanych przedmiotów.
 
 
Spadł mu również na głowę kamień z dachu. Oprócz tego prawie utonął, zachorował na odrę i był z tego powodu w śpiączce przez 9 dni. Wypił kwas borowy, złamał rękę drzwiami od dorożki i zatruł się zepsutym winem. Biedny Adi dostał przydomek "Sax-widmo" i nawet jego rodzice z rezygnacją stwierdzili, że nie będzie długo żył.
 
 
Tymczasem on nauczył się od ojca zawodu budowniczego instrumentów tak dobrze, że jego wytwory zaczęły zdobywać nagrody na międzynarodowych wystawach. Życie jednak go nie rozpieszczało. Trzykrotnie ogłaszał bankructwo swojej firmy. W wieku 39 lat zachorował na złośliwego raka, z którego w niewyjaśniony sposób uleczył go kontrowersyjny znachor. O dziwo udało mu się przy tych wszystkich nieszczęściach dożyć 80 lat. Saksofon jest bardzo młodym instrumentem.
 
 
Istnieje niewiele ponad półtora wieku i w przeciwieństwie do innych powstał od razu w formie jaką znamy obecnie, a technika gry i styl wciąż zmieniają się i ewoluują. Ja grać na nim nie potrafię więc nie proponuję słuchania. Zresztą na żadnym instrumencie nie umiem grać niestety. Poprzestanę więc na oglądaniu w postaci nowej grafiki z tym instrumentem w roli głównej. Pobrać możecie ją na stronie sklepu w zakładce GRAFIKA.
 
Osłonka na doniczkę  - TUTAJ
Miseczka Tine K Home -  TUTAJ
Świecznik - TUTAJ
Kubek Green Gate - TUTAJ
 
 



 

Proste pomysły bywają najlepsze

Proste pomysły bywają najlepsze. A w tym przypadku to raczej bardzo okrągły pomysł ale prosty jednocześnie. Tak się czasami składa, że bardzo prosty pomysł jest strzałem w dziesiątkę. Jak ta metalowa półka wpisana w okrąg. Niby nic a jednak sporo osób o nią pytało w mailach.
 
 
Niestety przez dłuższy okres czasu nie była dostępna i kiedy już straciłam nadzieję, że uda mi się ją jeszcze kiedyś do sklepu sprowadzić to się pojawiła. Co prawda pierwsza dostawa była w kolorze białym. Kolejna jest w antracytowym ale na białej ścianie moim zdaniem prezentuje się ciekawiej.
 
 
Wydaje się, że to prosty pomysł a jednak trzeba było na niego wpaść. No i chyba wykonanie idealnego koła wymaga trochę zachodu. Do tego trzy proste poprzeczki i interesujący przedmiot o industrialnym charakterze gotowy.
 
 
Okrąg ma średnicę 60 cm więc dość sporo drobiazgów się na niej mieści. Raz udało mi się ją wykorzystać na imprezie jako świecznik na tealighty. Efekt cudny ale niestety zapomniałam zrobić fotki. Będę to musiała powtórzyć i przygotować aparat :)
 
 
W tej chwili gości na niej moja początkująca kolekcja laleczek Kokeshi. Mam do nich słabość więc na pewno się rozrośnie z czasem. Jako kolorystyczny uparciuch kupuję tylko te, które pasują do mojego monochromatycznego mieszkania. Tempo rozrostu nie jest więc imponujące.

Półka TUTAJ
Lalki z mojej prywatnej kolekcji
Jajko zawieszka Lene Bjerre
Świeca Tine K Home TUTAJ
Osłonka na doniczkę TUTAJ
Kula z muszli TUTAJ
Kieliszki na jajka H&M Home
 
 
 

Poszerzamy ofertę

Duńskiej marki Green Gate nikomu przedstawiać nie trzeba. Obecna na naszym rynku od dawna, cieszy się ciągle niesłabnącą popularnością. Ideą marki jest wiara, że codzienność może być piękna i pozostawiać niezapomniane wspomnienia. I ja się z tym zgadzam.


Greengate została założona w 1993 roku przez Jespera B. Christensen i Monę B. Christiansen. Przygoda rozpoczęła się, gdy Jesper Christensen nabył kolekcję starych książek z zakurzonego strychu nad jeziorem Como we Włoszech, przedstawiającą 15.000 ręcznie malowanych motywów roślinnych.


Pierre Boussac stworzył je i wykorzystywał  w swoich projektach dla Diora w latach 1880 - 1920. Obecnie te bezcenne książki stanowią podstawę nowych, półrocznych kolekcji Green Gate. Przez lata, Green Gate stworzył grono wspaniałych trendsetterów wnętrzarskich.


Fantastyczną serię porcelany i akcesoria do jedzenia i picia, przedmioty dekoracyjne, kołdry i poduszki. Greengate stale dodaje nowe i wyjątkowe produkty do swojej kolekcji. Trzeba przyznać, że większość produktów jest niezwykle kolorowa ale dzięki temu wprowadza radosny nastrój do wnętrza.
 
 
Ale jest również stonowana szarość, połyskujące srebro i złoto. A ponadczasowa czerwień doskonale sprawdzi się w okresie Bożego narodzenia. Nawet w moim monochromatycznym wnętrzu.  Plama koloru na białym tle przykuwa uwagę i zmienia niepostrzeżenie całość.
 
 
Dlatego po długim namyśle postanowiłam wprowadzić tę barwną markę do oferty Kokon Home. Część zamówionych produktów jest już dostępna. Jak widać i w mojej witrynce znalazło się również miejsce na srebrną wersje porcelany i cudne ściereczki  w szare paski.
 
 
 

Co mnie wpadło w oko

Jak wiele z was jestem nałogowcem w kwestii podglądania cudzych wnętrz. I nie ma znaczenia czy na żywo, czy w magazynach wnętrzarskich, czy na blogach lub Instagramie. Zwyczajnie uwielbiam i już.
 
 
Są kobiety uzależnione od mody, są te uzależnione od gotowania i takie jak ja. I co w tym złego? Największą słabość mam do wnętrz, w których łączy się wiele różnych elementów. Trochę powszechnie dostępnych elementów z sieciówek, trochę tych wyszukanych w sklepikach internetowych i trochę własnej "produkcji".
 
 
Podziwiam indywidualny styl, gust i umiejętność połączenia tego wszystkiego w interesującą całość. Lubię podpatrywać co z czym i jak zestawiono. Nie przepadam natomiast za tymi stworzonymi na zamówienie.
 
 
Nie wiem czy mnie się wydaje ale one wszystkie są niemal takie same. Przez te sześć lat blogowania nauczyłam się, że ciekawe wnętrza mogą powstać bez kosmicznego zadłużenia na karcie kredytowej. I właśnie takie mnie inspirują.
 
 
W wielu z nich pojawiają się produkty z Ikea. Dlatego dziś chciałam wam pokazać co mnie wpadło w oko z nowego katalogu. We wrześniu zabieram się za reorganizację mojego pokoju do pracy więc szukam inspiracji.
 
 
Ikea wprowadziła sporo szarości i czerni co mnie cieszy . Ponieważ poza bielą to moje ulubione barwy we wnętrzu. A poza tym ucieszyłam się, że nie zwariowałam trzymając się uparcie tego zestawu kolorystycznego.
 
 
Są również i nowe elementy bardziej barwne ale to mój subiektywny wybór więc się do moich kolorów ograniczam. Pojawi się również nowe rozwiązanie do spania a nad tym się od dawna głowię.
 
 
Nie mam pokoju gościnnego więc muszę mieć dodatkowe miejsce do spania w gabinecie. Standardowe rozwiązania zajmują sporo miejsca a na co dzień ich nie wykorzystuję. Myślę, że nowy pomysł projektantów z Ikea będzie akurat dla mnie.
 
 
Czekam na pełną wersję katalogu. Już widzę oczyma wyobraźni kilka ciekawych zestawień tego co przywożę z wypraw po towar do sklepu z tymi, które proponuje Ikea. A do sklepowego biurka na pewno dokupię to krzesło.
 
 
Do nowej oferty Ikea jest jeszcze trochę czasu poza tym będzie pewnie przez jakiś czas dostępna :) A jeśli wpadło Wam coś w oko z mojej oferty to teraz możecie kupić to taniej bo w Kokon Home obowiązuje Urodzinowy Rabat.
 
 
 
 
 
 
 

Kolory lata

Ja zwolenniczka monochromatycznych okoliczności upajam się kolorami jakie niesie z sobą lato. To przede wszystkim barwy letnich owoców i kwiatów. Owoce szybko znikają i cieszą głównie smakiem. Kwiaty natomiast pozostają z nami na dłużej. Przynoszę je ze spaceru albo sklepu, bo nie jestem szczęściarą posiadającą ogród. Niestety!
 
 
Nie musi to być od razu wielka wiązanka kosztująca krocie. Czasami większe wrażenie robi pojedyncza gałązka bo widać wtedy każdy detal. A jeśli do tego ma tak zdecydowany kolor to nadmiar w ogóle nie jest wskazany. Zwłaszcza u mnie :) Chociaż uczciwie przyznaję, że  z zazdrością patrzę na wasze duże, ogrodowe bukiety.
 

Nie mam w domu zbyt wielu wazonów. Myślę, że można je na palcach jednej ręki zliczyć. Wybieram takie, które się szybko nie znudzą. Zazwyczaj są z transparentnego lub barwionego szkła ale bywają również kolorowe wyjątki. Najchętniej zestawiam je z fotografiami i tutaj już koniecznie w wersji black&white. Uważam, że mają zdecydowanie więcej uroku niż kolorowe. Człowieka nie rozprasza nadmiar barw. Zwraca uwagę na treść.
 
 
Często pytacie w mailach i komentarzach skąd je biorę. Dlatego co jakiś czas umieszczam dla was coś nowego w zakładce grafika na stronie sklepu. W lipcu trafiło tam nowe zdjęcie. Warto zajrzeć i pobrać na własne potrzeby. Zachęcam również do sprawdzenia co ciekawego w dziale NOWOŚCI. Część ostatniej dostawy już trafiła na półki. Reszta pojawia się sukcesywnie w miarę moich możliwości i mocy przerobowych. Kolorowej reszty lata Wam życzę.
 
 
 

Wakacyjna kuchnia

Tytuł "Wakacyjna kuchnia" dotyczy jedzenia nie wystroju. Niestety w tej kwestii nic się ostatnio nie zmieniło. Być może dlatego, że lato to moja ulubiona pora roku i nie bardzo zaprzątają mnie w tym okresie remonty. Nawet przygotowaniu jedzenia poświęcam mniej czasu.
 
 
Za to również kocham lato! Wystarczy kupić świeże warzywa albo owoce i obiad w zasadzie z głowy. Bez gotowania a za to na surowo i zdrowo. Nie przejmuję się specjalnie wymyślaniem receptur na letnie sałatki. Wrzucam pokrojone warzywa jak leci a i tak mi smakuje.
 
 
Nawet zakupy robię spontanicznie. Nigdy nie wiadomo co akurat na straganie wpadnie mi w oko. Zazwyczaj jak sobie zaplanuję to potem się okazuje, że właśnie tego dziś nie mają. Często bywam sama więc mogę sobie pozwolić na luksus szybkiego jedzonka. Co innego wykarmienie rodziny.
 
 
Jak przeje mi się zielone to przerzucam się na owoce. Do malin i czerwonej porzeczki mam wyjątkową słabość. Maliny to w zasadzie mogłabym jeść na okrągło. Prosto z krzaka :) Do tego jogurt grecki i trochę cukru. W tej chwili upodobałam sobie brązowy, trzcinowy.
 
 
Z porzeczkami jest trochę więcej roboty ale od dziecka za nimi przepadam. Jeśli mam chwilkę to robię sobie z nich mus. Doskonale komponuje się ze słodkimi bezami. Muszę przy okazji pokazać jak ładnie to wygląda kolorystycznie. 
 
 
Nie robię przetworów na zimę bo ich potem nie ma kto jeść ale dżem z czerwonej porzeczki obowiązkowo. W sklepach bywa bardzo rzadko więc muszę mieć swój. Maliny zjadłam zanim złapałam za aparat. Do fotek pozowały więc tylko porzeczki. Smacznej reszty lata wam życzę.
 
 
kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka