Styl Scandi Boho

Zgodnie z obietnicą dziś podstawowe zasady tworzenia stylu Scandi Boho:

1. Białe ściany i podłogi

Wszystkie ściany i sufity pomaluj farbą w odbijającej światło bieli. Zapewnią świeżość, spokój i nowoczesny styl pokoju. Stworzysz w ten sposób fantastyczne białe płótno na wszystkie skarby boho.

Białe deski na podłodze wyglądają pięknie , ale równie dobrze sprawdzą się drewniane deski lub podłoga z betonu. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na wymianę podłóg wykorzystaj jasne dywany lub chodniki. 


    2. Zieleń

Rośliny, rośliny, rośliny! Czyli naturalna zieleń we wnętrzu. Od wiszących roślin doniczkowych, poprzez  kaktusy do dużych liściastych roślin. Zielonego nigdy za dużo! Najpiękniej prezentują się zebrane w grupy. I tutaj znowu szerokie pole do popisu, bo do każdej rośliny można dobrać doniczkę lub osłonkę podkreślającą jej urodę. Mogą to być najzwyklejsze gliniane donice w rustykalnym stylu. Wszelkiego rodzaju kosze lub koszyki, niedoskonałe bo wyplatane ręcznie. W najbardziej luksusowym wydaniu metalowe osłonki w orientalne wzory. 




3. Struktura

Tekstury są absolutnie kluczowe, no i warstwy. Naturalne materiały i pasujące wzory w monochromatycznym wydaniu. Bawełna, drewno, wełna i skóry zwierzęce. Poduszki w orientalne lub geometryczne powtarzalne wzory. Koce i pledy z chwostami lub pomponami. Wszystko to łączy się i tworzy przytulne i zachęcające miejsce.





      4. Rękodzieło orientalne

Ceramika wykonana w stu procentach ręcznie. Miski, miseczki i wazoniki. Narzuty na łóżko oraz koce z naturalnych materiałów. Dywany i poduchy  w geometryczne wzory. Kosze i pojemniki wyplatane ręcznie z naturalnych materiałów. Pasującym elementem będą również tradycyjne marokańskie pufy i stoliki. Najlepiej oczywiście jeśli wszystko będzie utrzymane w kolorystyce black and white.


A poza tym reszta to już wasza własna inwencja i pomysły zaczerpnięte z pięknych inspiracji wyszukanych w różnych miejscach. Bo przecież nie ma sensu trzymać się sztywno jakichkolwiek reguł.  No i najważniejsze! Radocha ze zmian i odświeżenia otoczenia.




Niebanalnie połączone

Wnętrza mogą być stylizowany na wiele różnych sposobów. Jest wersja nowoczesna, minimalistyczna, ale także kolorowy styl artystycznej cyganerii, no i oczywiście styl skandynawski. Mnie najbliższy jest styl inspirowany właśnie skandynawskim. I chociaż coraz częściej słychać głosy, że te monochromatyczne w zasadzie wnętrza są nudne to jestem zdania, że każdy ma swoje poczucie estetyki i nikt nikogo nie zmusza do niczego na siłę. Każdy wybiera taką stylistykę, która najlepiej współgra z jego osobowością i potrzebami. Nie ma sensu krytykować tych pozostałych. W każdym jest bowiem coś interesującego i pięknego. 


Póki co wprowadzam drobne zmiany ale konsekwentnie trzymam się obranej kolorystyki. Moim zdaniem najciekawsze są wnętrza, w których umiejętnie połączono elementy różnych stylów. Ale jak można powiązać dwa przeciwstawne style i stworzyć harmonijne połączenie? Jak chłodny styl skandynawski połączyć z wybuchową stylistyką boho? Na dodatek w sposób niebanalny i nieoczywisty. Bo nie oszukujmy się: boho i minimalizm nie są to słowa, które wypowiadamy zazwyczaj w jednym zdaniu, nie mówiąc już o ich występowaniu pod jednym dachem. 


Od lat 60. i 70. styl Boho tak naprawdę nie wyszedł z mody,  po prostu przekształcił się w to, co jest uważane dziś za "nowoczesnego boho". Feria odważnych barw i mieszanka wzorów to podstawowa cecha stylu Boho. Domy skandynawskie mają zwykle lekką podstawę z naturalnych materiałów i monochromatyczną kolorystykę. A co jeśli nie lubisz ekstremalnych kolorów, ale lubisz styl cyganerii, jej luz i przemyślany bałagan? Rozwiązaniem problemu jest właśnie styl, który nazywany jest Scandi Monochrome Boho. 


Trzymając się podstawowych cech stylu skandynawskiego, to znaczy utrzymując białą bazę: sufit, ściany, meble i zazwyczaj jasne podłogi, dodajemy elemnty boho poprzez uzupełnienie tej bazy wpływami etnicznymi i roślinami. Z tą różnicą, że kolorystyka jest w przeważającej mierze nadal ta sama. Scandi Monochrome Boho to mieszanka skandynawskiego utylitaryzmu i niekonwencjonalnej urody Boho. To mariaż formy i funkcji, gdzie nie przeważa ani jedno ani drugie. 


Podstawowe elementy tego stylu wypunktuję w kolejnym poście. Od razu zaznaczam, że nie jestem fachowcem i specjalistą w tej kwestii. Próbuję jedynie wprowadzić kilka tego typu elementów u siebie. Czasami w dość luźny sposób odnosząc się do pierwowzoru. Trochę więc pogrzebałam i trafiłam na cudownie inspirujące wnętrza. To nie znaczy, że trzeba je przenieść do siebie jeden do jednego.  W sieci znajdziecie wiele doskonałych w każdym calu przykładów. Zachęcam więc do poszukiwań. 




Tęsknota za zielenią

Każda pora roku ma swoje uroki. Zgadzam się z tym mimo, że ja preferuję te z większą ilością słońca i wyższymi temperaturami. Staram się jednak patrzeć na świat optymistycznie i dostrzegać piękno również w tych pozostałych. Ale na łopatki rozkłada mnie okres przejściowy pomiędzy zimą i wiosną. 


Czyli to co mniej więcej w tej chwili mam za oknem. Roztopy odsłaniają niestety wiele nieciekawych spraw, które do tej pory ukrywała warstwa śniegu.  Błoto  wykończy każdą parę butów. Smutne łyse drzewa zaglądają w okna, jakby same szukały koloru. Niebo ma zazwyczaj kolor buro-ponury. Jedyny plus tej przejściówki to fakt, że do wiosny już bliżej niż dalej. 


I chyba wszyscy odczuwamy coraz dotkliwiej tęsknotę za zielenią. Każdy jej przejaw podnosi samopoczucie. Natura rządzi się swoimi prawami i na zieleń za oknem trzeba niestety jeszcze trochę poczekać. Ja co roku o tej porze z dużą częstotliwością odwiedzam punkty sprzedaży kwiatów i roślin doniczkowych. Nawet jeśli nic nie kupię to nacieszę oczy.


Oczywiście i tak najwięcej roślin doniczkowych trafia do mojego domu właśnie w lutym. Nie mam ich zbyt wielu bo jakość nie do końca radzę sobie z utrzymaniem ich w dobrej formie przez dłuższy czas. Ale tęsknota za zielenią jest silniejsza od obawy, że znowu jakaś mi się zmarnuje. Czasami przy tych wędrówkach tropem zieleni trafiłam na skarby, których się nie spodziewałam.


W jednej z hurtowni w kąciku na  półce stały sobie ostatnie egzemplarze Corokia i Sephora Little Baby. Przyznaję szczerze, że nie wyglądały imponująco ale nawet ich zła kondycja nie powstrzymała mnie przed zakupem. Chucham i dmucham na nie z nadzieją, że się odrodzą. Jeśli macie jakieś doświadczenia z tymi roślinkami to proszę o wskazówki jak postępować, żeby ich nie zmarnować. A przy okazji udało mi się namówić właściciela hurtowni do sprowadzenia kolejnej dostawy więc w okolicach Katowic pewnie pojawią się w kwiaciarniach. A może nawet będzie je można zamówić przez mój sklep. Moje nie pozowały póki co do zdjęć ale jak tylko wydobrzeją to się zaprezentują.



Skąd przywędrowały Walentynki?

Wiem, że to importowane święto. I o dziwo wcale nie ze Stanów Zjednoczonych. Walentynki są obchodzone w południowej i zachodniej Europie od średniowiecza. To Europa północna i wschodnia dołączyła do walentynkowego grona znacznie później. Możliwe, że zwyczaje związane z tym dniem nawiązują do starożytnego święta rzymskiego, zwanego Luperkaliami, obchodzonego 1415 lutego ku czci Junony, rzymskiej bogini kobiet i małżeństwa, oraz Pana, boga przyrody. Z kolei Brytyjczycy uważają to święto za własne z uwagi na fakt, że rozsławił je na cały świat sir Walter Scott. Do Polski obchody walentynkowe trafiły wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Popularność uzyskały jednak dopiero w latach 90. XX wieku.


Część polskiego społeczeństwa krytykuje walentynki jako przejaw amerykanizacji, obcy polskiej kulturze i wypierający rodzime tradycje. Jak widać ten zwyczaj do Ameryki zawędrował z Europy, nie odwrotnie. Co prawda jak przystało na Amerykanów wykorzystali go praktycznie i biznesowo  do przełamania stagnacji handlowej pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. No więc nie popadajmy w obłęd drogaśnych prezentów. Stałym elementem tradycyjnych walentynek jest wzajemnie wręczanie sobie walentynkowych ozdobnych karteczek. Czerwone, najczęściej w kształcie serca, opatrzone walentynkowym wierszykiem, a często i miłosnym wyznaniem.


Tylko tyle i aż tyle. Bo uczucia można wyrażać na wiele sposobów i tak naprawdę większość z nich nic nie kosztuje. Popieram z całego serca każdą okazję do okazania komuś uczuć. Mało tego, nie ograniczałabym tego zwyczaju do związków i par. Bo niby dlaczego? A nie może to być dzień, w którym obdarowujemy emocjonalnym wyznaniem wszystkich bliskich naszemu sercu? Dlatego moje skromne czarno-białe walentynkowe wyznanie wysyłam moim córkom i wnukowi. 

(źródło: Wikipedia)

 

Trzeba iść z duchem czasu

Chwila wieczornego spokoju po wyczerpującym dniu. Kilka spraw popchniętych do przodu. Jakaś nagroda się należy. Zrobiłam dobrą kolację i tak sobie dumam przy świecach. Trzeba iść z duchem czasu... I w tej chwili zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem nie powinnam postawić pytajnika na końcu. Dlaczego? Bo jestem przekonana, że nie w każdej dziedzinie jednak trzeba. Niemal wszystko na świecie się zmienia, a człowiek próbuje nadążać. Ja również!

 
Dziś właśnie zrobiłam kolejny krok do przodu. Wprowadziłam zmianę w moim sklepie. Zależało mi żeby sklep internetowy funkcjonował i dobrze się prezentował zarówno w oknie przeglądarki, na tablecie i w smartfonie. Otóż wszystko to, dzięki zastosowaniu Responsive Web Design. Zmieniła się więc nieco strona graficzna sklepu. No niestety coś za coś. Zdecydowanie mniej mi się  podoba ale mam nadzieję, że do niej przywyknę. 


A w jakiej dziedzinie nie warto? Tutaj wiele do myślenia dało mi emocjonalne przemówienie Meryl Streep na gali rozdania Złotych Globów. W swoim wystąpieniu zauważyła między innymi, że gdy instynkt poniżania innych jest wzorowany na osobie publicznej, wpływowej, przedostaje się do życia każdego człowieka i w pewien sposób daje innym ludziom pozwolenie na robienie tego samego. Brak szacunku zachęca do braku szacunku, przemoc podżega do przemocy, a gdy ludzie wpływowi wykorzystują swoją pozycję do tyranizowania innych, wszyscy przegrywamy. - dodała.


Przeraził mnie fakt, że niestety na całym świecie coraz częściej i coraz więcej przyzwolenia na publiczne "opluwanie" wszystkich i wszystkiego. Gdyby to była tendencja lokalna to można ręką machnąć. Ale jeśli to się zaczyna rozprzestrzeniać to strach się bać. Co się z ludźmi dzieje? Jak wymagać od młodzieży i dzieci właściwego zachowania skoro ludzie dorośli, piastujący stanowiska i uważający siebie za wykształconych mają odwagę na takie zachowania. Najgorsze jest to, że nawet się tego nie wstydzą. Z takim duchem czasu to pod rękę  iść naprawdę nie warto. 

 

Nietypowe drzewko

Internet ma zalety i wady, to chyba nie podlega dyskusji. Jedną z niezaprzeczalnych zalet jest to, że jest najbogatszym źródłem wszelkich inspiracji. Pomysłowość ludzka naprawdę nie zna granic. Uwielbiam "wpadać" zupełnie przez przypadek na nietypowe pomysły.
Zazwyczaj na te najlepsze trafiam, kiedy szukam czegoś banalnego. Takie inspiracje bywają najciekawsze. Dzięki szczęśliwym przypadkom, ale również w pełni świadomym poszukiwaniom utwierdziłam się w przekonaniu, że świąteczna choinka wcale nie musi być typowa.  
Lubię żywe, pachnące drzewka najbardziej na świecie ale i na te bardziej "odjechane" znajdzie się miejsce. W tym roku w sypialni stanie metalowe drzewko już obwieszone ozdobami. Dodam tylko światełka i kilka elementów  dekoracyjnych obok. Najlepiej takich  kontrastujących stylem.
Wiem, że i u wielu z Was pojawią się pomysłowe i nietypowe drzewka świąteczne. Zastanawiałam się nawet nad ogłoszeniem konkursu i nagrodzeniem najciekawszej propozycji bonem zakupowym. Co sądzicie o takiej propozycji? Na zdjęcia mogę poczekać do końca grudnia a wyniki ogłosić dopiero w styczniu.
Być może znajdą się chętni żeby się podzielić swoimi pomysłami, które opublikuję u siebie a dodatkowo nagrodzę. Ciekawa jestem waszego zdania. A przy okazji zapraszam na DZIEŃ DARMOWEJ DOSTAWY w Kokon Home - tylko 29 listopada!
Wszystkie zamówienia powyżej 20 złotych.

Coraz bliżej

Coraz bliżej święta... Czas zabrać się za kompletowanie prezentów. Nie lubię wszystkiego na ostatni moment kupować. A na samych prezentach sprawa się przecież nie kończy, bo trzeba je jeszcze efektownie zapakować.
 
 
Prezentów jeszcze nie kupiłam ale mam już kilka pomysłów na ich opakowanie. Postanowiłam, że męskie i damskie opakowania będą się różniły kolorami. Co komu przypadnie okaże się pewnie już w ostatniej chwili. Oczywiście ten dla wnuka dostanie jeszcze inną kolorystykę i formę.
 
 
Moim zdaniem prezent dla dziecka musi się rzucać w oczy bardziej niż te dla dorosłych. Inspiracji w gazetach i sieci co niemiara. Trudno w tej dziedzinie być wyjątkowo oryginalnym. Za to można puścić wodze fantazji i wyżyć się kreatywnie na maksa.
 
 
W końcu w tym świątecznym okresie uchodzi nam na sucho prawie niemal każda przesada. Pewnie każda z nas ma zapas wstążek różnego rodzaju. Papier do pakowania w przeróżne wzorki. Przyda się również dekoracyjna taśma samoprzylepna lub ozdobny sznurek. 
 
 
Zapasy, zapasami ale i tak co roku znoszę do domu nowe. Pewnie też tak macie! Podobno od nadmiaru głowa nie boli. W końcu i tak się wszystko kiedyś przyda. Święta są przecież co roku a okazji do dawania i pakowania prezentów co najmniej kilka w roku.
 
 
Prawie wszystko ze zdjęć znajdziecie w Kokon Home. Prawie bo pewne rzeczy się już wyprzedały a inne są w sumie na wyczerpaniu. Są również takie, które dokładamy sami w prezencie naszym klientom.
 
 
Sznurek - TUTAJ
Tasiemka Green Gate  - TUTAJ
Przywieszki - TUTAJ
Taśma WASHI - TUTAJ
 
 

City poster

Z wnętrzami jak z modowymi wybiegami. Nagle pojawia się moda, nowy trend i zatacza coraz szersze kręgi, chociaż nie wypiera tego, co już było. Dokładnie tak jest z dekorowaniem naszych domowych ścian. W tej chwili w ściennych dekoracjach jest taka różnorodność, że nie wiadomo od czego zacząć. W ramkach, ramach i ramiskach można powiesić niemal wszystko.


Wszystkiego nie wymienię ale to, co przychodzi mi do głowy: pióra,liście, zdjęcia rodzinne, cytaty, litery, fotosy aktorów i modelek, fotki ze zwierzętami w roli głównej, rysunki dzieci, autorskie grafiki, pamiątki z podróży i wiele innych. Format i tematyka zgodna z naszym gustem i potrzebami. 


Ostatnio pojawił się trend związany z topografią szeroko pojętą czyli plany i mapy wszelkiego rodzaju. Najlepsze w dużym formacie. Nie mam wielkiego domu więc nie da się powiesić na ścianach wszystkiego, co mi się podoba. Mam trzy sporych rozmiarów ramy i mniejsze ramki. 


Więcej to już będzie przesada więc zmieniam sobie w nich ekspozycję co jakiś czas. Nawet nie wyjmuję z ram tylko przesuwam do przodu tę, którą chcę mieć w danym okresie czasu na widoku. O ile się nie mylę to w ramach 50x70 cm mam po cztery grafiki w każdej. Przynajmniej wiem, że mi się nie zawieruszą i nie pogniotą. 


Ostatnio dołączył do kolekcji plan miasta Amsterdam. Tym razem nie jest to mój wytwór. Postery tego rodzaju możecie nabyć w City Art Posters - TUTAJ  a jeśli chcecie obserwować stronę na Facebooku to TUTAJ. Możecie wybierać spośród wielu miast Polski i tych spoza naszych granic. Są również dostępne plany administracyjne wielu amerykańskich stanów. 


Albo dostać w prezencie. Z okazji trzecich urodzin mojego sklepu mam dla was niespodziankę w postaci zestawu: poster z planem Paryża i pasujący charakterem świecznik w minimalistycznym stylu. Sponsorem plakatu jest City Art Posters a świecznika Kokon Home. Tym razem zabawa na Instagramie. Zapraszam w czwartek 13 października po szczegóły - TUTAJ




 

Jarzębina czerwona

Muszę przyznać, że póki co jesienna aura jest łaskawa. Powiedziałabym nawet, że nas rozpieszcza. Sporo słońca, ciepełko. Obawiam się tylko, że jak już nas przyzwyczai do tego rozpieszczania to potem powieje nagle i niespodziewanie chłodem.
 
 
Wyśle słońce gdzie indziej, a nam zafunduje zimny prysznic. Żebyśmy się nie czuli zbyt komfortowo przed nadchodzącą zimą. Postaram się skupić na pozytywnych stronach i nie mieć jej tego za złe. W końcu nie zawsze niebo może być niebieskie, bo zachodziłoby podejrzenie, że jest po prostu sztuczne.
 
 
Niewątpliwie jedną z zalet jesieni są kolory. Tylko natura potrafi je tak dobrze ze sobą zestawiać i przebarwiać. A najciekawszy dla mnie jest ten dodatek energetycznej czerwieni w postaci chociażby owoców jarzębiny.
 
 
Zawsze mam wrażenie, że Pani Jesień  w ten sposób chce nam dodać otuchy i energii przed zimowymi chłodami. Trochę jak matka, która wie, że nie może rozpieszczać dziecka przesadnie bo nie poradzi sobie ono z trudami życia.  Ale jednocześnie stara się wnieść jakiś element  osładzający i umilający.
 
 
Zachwyca więc  tymi czerwonymi koralami żeby odpędzić choć trochę smutki i melancholię. Mam wrażenie, że ten sposób jest całkiem skuteczny, bo zabieramy potem tę czerwień w zimowe Boże Narodzenie.  Nie bez powodu kolor czerwony kojarzy nam się z ciepłem i radością.
 
 
Mnie również z dzieciństwem, bo w przedszkolu i pierwszych klasach podstawówki obowiązkowym punktem jesiennych prac ręcznych był czerwony sznur korali zrobiony właśnie z jarzębiny. I była to okazja do poudawania dorosłości. A teraz z ogromną radością poudawałabym dziecko :).
 
Kubek - TUTAJ
Miseczki - TUTAJ
 
 
 
 
 
 

Drobny lifting

Dziś chcę napisać o drobnych ale istotnych zmianach. Lifting nie dotyczy moich poczynań wnętrzarskich. Związany jest za to z moim internetowym lokum, czyli blogiem, sklepem, kontem na Facebooku oraz na Instagramie. Od czasu do czasu i tutaj trzeba coś zmienić żeby iść z duchem czasu.
 
 
Nie wiem czy zauważyliście ale w sierpniu zmieniłam i ujednoliciłam logo. Uznałam, że dobrym rozwiązaniem będzie wprowadzenie tego samego formatu we wszystkich czterech miejscach. Najistotniejszy był jednak w tym przedsięwzięciu sklep. Cała reszta jest mu bowiem podporządkowana.
 
 
W momencie uruchomienia sklepu, czyli trzy lata temu nie miałam czasu na ogarniecie wszystkiego. Ba, nawet pomysłu nie miałam. Pierwsze sklepowe logo wykonałam sama więc nie było to profesjonalne a raczej chałupnicze dzieło. Blog był założony dużo wcześniej i żył w zasadzie swoim życiem.
 
 
Szybko się jednak okazało, że czasowo nie ogarnę prowadzenia dwóch oddzielnych blogów: osobistego i sklepowego. Naturalną koleją rzeczy stary blog przejął obie funkcje. Do tego pojawił się Instagram i było już pewne, że trzeba to z sobą połączyć za pomocą graficznego elementu.
 
 
Tylko, że tym razem już postawiłam na profesjonalny projekt. Zwróciłam się z propozycją jego wykonania do Magdy, która prowadzi bloga Madiva Creative. Okazało się, że w zasadzie jesteśmy sąsiadkami a Magda jest jedną z najsympatyczniejszych i uczynnych osób, jakie było mi dane poznać.
 
 
Przygotowała w ekspresowym tempie kilka propozycji, z których wybrałam ten, który moim zdaniem pasował najbardziej. Zgodnie z moim życzeniem w wersji black&white z drobnym elementem w kolorze fuksji. Elektroniczna wersja dotarła do mnie szybciej więc nowe logo zagościło w sieci już miesiąc temu.
 
 
Magda na tym nie poprzestała. Znalazła świetną drukarnię i przygotowała dla mnie nowe zawieszki towarowe i wizytówki. Piękne, eleganckie ale równocześnie proste w formie i do tego dwustronne. Logo i wzór na odwrocie zapadają w pamięć. Prawda, że prezentują się świetnie? 
 
 
Jestem zachwycona i serdecznie dziękuję. Ale to nie jedyne projekty Magdy. Tworzy również autorskie plakaty, tkaniny i dekoracje. Część z nich możecie znaleźć w ofercie Kokon Home. Wszystkich, którzy jeszcze nie znają tej kreatywnej kobiety zapraszam na jej:
bloga - TUTAJ
Instagrama - TUTAJ
Facebooka- TUTAJ 
 
Możecie również sprawdzić jak praca Magdy prezentuje się u mnie:
Sklep - TUTAJ
Facebook - TUTAJ
Instagram - TUTAJ 
 
 
kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka