Z zielonym w tle

Wiosna nas raczej nie rozpieszcza i w dodatku trochę narozrabiała. Najpierw się pięknie przywitała, wszystko zaczęło się zbierać do życia i kwitnąć. A potem z roztargnienia, mam nadzieję, pozwoliła to całe piękno przykryć śniegiem. Oby coś jednak przetrwało te kaprysy i fochy. 


Jakby tego było mało panowie z piłami się dziś pojawili pod moimi oknami i odcięli drzewom wszystkie gałęzie, na których już były pąki liści. Ja się na tym nie znam. Wiem jedynie, że drzewa trzeba przycinać. Zastanawiam się tylko czy to jest najodpowiedniejsza pora i czy trzeba odciąć wszystko?


Może ktoś jest fachowcem w tej dziedzinie i mnie objaśni w tajnikach przycinania drzew bo trochę mnie to wkurzyło. Dlatego dziś krótki post z zielonym w tle. Będę musiała parapety zazielenić skoro za oknem gołe kikuty. A na koniec ciekawostka podpatrzona w podróży. 


To prywatna posesja na terenie Niemiec. Zabawne chociaż jak dla mnie trochę za dużo :). Ja wiem, że na swoim to się dba ale czy na naszych osiedlach chociaż zielono nie może być? Już bez dodatkowych dekoracji. Najpierw pozbyli się ławek, teraz zielonego! Niedługo to będzie tylko betonowy parking zastawiony na maksa samochodami. 

Kosz Tine K Home - TUTAJ
Taca - TUTAJ
Osłonka na doniczkę - TUTAJ
Chińskie pędzle - TUTAJ

 

Wracamy do formy

No i po świętach. Jak zwykle u mnie był to czas lenistwa i folgowania sobie. Tak mam. W życiu codziennym zawsze w biegu więc w momentach takich jak Wielkanoc zwalniam prędkość na maksa. 


Podczas świąt jemy sporo, ale czasami po świętach jemy jeszcze więcej - nie chcemy przecież, żeby coś się zmarnowało. Ja od kilku lat nie kupuję w nadmiarze ale za to pozwalam sobie na słodkości. To co zostało lepiej zamrozić. Żołądek powinien mieć szansę odpocząć po świątecznym przejedzeniu. 



A słodycze odstawiam na jakiś czas, nawet jeśli za takimi pysznościami wyjątkowo przepadam. Aby złagodzić skutki przejedzenia warto sięgnąć po ziołowe ekstrakty i napary, które pobudzą trawienie i wspomogą pracę obciążonej w czasie świąt wątroby. Pomocne mogą okazać się: wywar z kopru włoskiego lub czerwona herbata. Podobno zbawiennie na układ trawienny działa również ekstrakt z karczocha.


Życzę więc wam i sobie jak najmniejszych drgań skali na wagach, siły charakteru i dobrej pogody, bo sprzyja ruchowi. Niestety pod wiosennymi i letnimi kreacjami zdecydowanie trudniej ukryć mankamenty figury więc zabieram się za siebie na ostro. 

Roślina Sophora Little Baby - TUTAJ
Pojemnik ceramiczny BAMBI- TUTAJ


WIELKANOC


Corokia i Sophora - zbieram zamówienia

Mam propozycję dla dziewczyn, które chcą przygarnąć roślinki o nazwie  Corokia i Sophora. Obie będą do odbioru w przyszłym tygodniu. Niestety nie mam odpowiednich pojemników żeby je wysłać więc preferuję odbiór osobisty w Rudzie Śląskiej, dzielnica Kochłowice. To zaraz za katowickim osiedlem Witosa, przy autostradzie A4.


Cena roślinek to 50 złotych. Corokia ma około 30 cm wysokości, a Sophora pomiędzy 38 a 45 cm. Będzie do kupienia około 10 sztuk jednej i drugiej. Płatne przy odbiorze. Jeśli ktoś jest zainteresowany kupnem i odbiorem to proszę o informację na maila kokonhome@kokonhome.pl  - z decyzją, o którą roślinkę chodzi. 


A przy okazji zapraszam na WIOSENNE RABATY do Kokon Home. Towary w  obniżonej cenie znajdziecie  w zakładce PROMOCJE.


  



Czas na Lagom

W minionym roku skandynawskie hygge unosiło się nad światem. Każdy pragnął odrobiny tego duńskiego pojęcia obejmującego przytulność i intymność. Moda na to co skandynawskie trwa - nie jest ważne, czy dotyczy kultury kulinarnej, designu czy stylu życia. Co więcej, moda na to co skandynawskie ma się coraz lepiej, bo oprócz duńskiego hygge coraz głośniej robi się o szwedzkim lagom. Dwoma najważniejszymi pojęciami są w Szwecji lagom i trygghet. Lagom znaczy "w miarę" i pochodzi z czasów wikingów. Pili oni miód ze wspólnej czary i oczywiście każdy miał wypić laget om - nie za mało, nie za dużo - żeby starczyło dla wszystkich. 

  
Lagom, podobnie jak hygge, trudno jednoznacznie przetłumaczyć na język polski. Chodzi o styl życia, w którym staramy się zachować równowagę. Niczego nie powinno być ani za dużo, ani za mało. Szwedzi starają się być umiarkowani. Trzeba pracować ciężko, ale nie za ciężko; jeść do syta, ale się nie przejadać; mieć pieniądze, ale nie za dużo i tak dalej. Lagom określa bowiem pewną życiową filozofię, sposób podejścia do życia typowy dla narodu szwedzkiego. U nas taka mentalność jest raczej rzadko spotykana, nic dziwnego więc, że brakuje i osobnego słowa na jej nazwanie. Dla nas jest to słowo opisujące dość niewygodne zjawisko. My bowiem aspirujemy do tego, by mieć duży dom, samochód, wykształcone dzieci, by zrobić karierę. W oczach innych chcemy być ludźmi sukcesu, wolimy mieć, niż być. Nie cierpimy być przeciętni, a lagom taką przeciętność zakłada. Jest to średniactwo w pozytywnym tego słowa znaczeniu…


Wspomniana równowaga dotyczy wszystkich sfer życia. Styl życia lagom to ciągłe poszukiwanie równowagi i harmonii. Aby postępować w zgodzie z lagom, warto zachowywać balans pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym, znajdować czas na hobby i dla bliskich osób. Oczywiście nie da się tego osiągnąć od razu – kluczowa pozostaje metoda małych kroków oraz wprowadzania drobnych (choć znaczących) zmian. Łatwiej zrozumieć lagom, jeśli porówna się go z duńskim hygge. 


W tym drugim liczą się chwile, momenty błogości i dobrostanu, w które można się wprowadzić, korzystając z prostych wskazówek. Z kolei lagom to styl życia, czyli o wiele szersze podejście do codzienności. Ogólnie rzecz biorąc chodzi o to, aby nie brać za dużo, nie marnować, nie szkodzić naszej planecie, ale też nie żyć w ascezie, nie rezygnować całkowicie z tego, co lubisz i kochasz. Krótko mówiąc, chodzi o to, aby cieszyć się z życia, ale w rozsądny i umiarkowany sposób i brać tylko tyle, ile nam faktycznie potrzeba. Nie więcej. Proste prawda?


Jak w życiu codziennym kierować się filozofią lagom? Oto kilka wskazówek:
Zdrowe odżywianie się: w diecie wykorzystujemy jak najbardziej naturalne produkty – najlepiej z własnych upraw.
Troska o ergonomię: wygodne miejsce i zdrowe warunki w miejscu pracy to podstawa! O tym samym należy pamiętać w domu.
Ekologia i środowisko: Szwedzi słyną z dość rygorystycznej segregacji odpadów, ale dzięki temu mają niesamowite osiągnięcia w tej dziedzinie. Warto ćwiczyć dobre nawyki: korzystać z torebek i opakować wielokrotnego użytku, nie marnować jedzenia i próbować ponownie wykorzystywać różne surowce w domu.
Oszczędzanie wody i energii: zgodnie z lagom „nie za dużo, nie za mało, w sam raz”. Takie oszczędzanie to duża ulga dla środowiska, a przy okazji – dla portfeli.
Kontrola ogrzewania: ma to duże znaczenie zwłaszcza zimą. Warto tak ocieplić wszystkie pomieszczenia, by uchronić się przed stratami ciepła. W ten sposób obniżymy też rachunki za ogrzewanie.
Upcykling: czyli powtórne wykorzystywanie niepotrzebnych produktów w nowej roli. 



LIVE LAGOM - tak nazywa się projekt IKEA, którego celem jest zagłębienie się w wyzwania i korzyści związane z bardziej zrównoważonym prowadzeniem gospodarstwa domowego. Za pomocą produktów IKEA uczestnicy projektu poszukują praktycznych sposobów na oszczędność energii i wody, mądrą gospodarkę odpadami oraz promocję zdrowego stylu życia. 
( całość tutaj).
Każdy z nas może tę niewielką cegiełkę dołożyć, poprzez wprowadzanie drobnych zmian do swojego domu i stylu życia. Segregowanie śmieci, inwestowanie w żarówki LED, wyłączanie z kontaktów urządzeń, z których nie korzystamy, wyłączanie świateł w pomieszczeniach, w których nie przebywamy - to tylko kilka drobnych zmian, które przybliżą nas do szwedzkiego eko trendu.









Trendy 2017 czyli Greenery


Trendy 2017, czyli Greenery. Warto przypomnieć, że Instytut Pantone jest amerykańską korporacją, znaną z doradztwa kolorystycznego i stworzenia najsłynniejszego na świecie systemu identyfikacji kolorystycznej. Tegorocznym wyborem Pantone okazał się ożywczy odcień zieleni, który ma być według ekspertów symbolem nowego początku. Co ciekawe, oprócz kwestii estetycznych, podstawą do takiego wyboru okazały się względy polityczne. Skojarzenie zieleni z nadzieją, która w świetle zachodzących zmian społecznych i politycznych może okazać się niezbędna, powinno się przydać, niezależnie od wyznawanych ideałów.




Kolorem roku 2017 według Pantone Color Institute ma zostać Greenery (15-0343), czysta zieleń liści i wiosennej przyrody. Ma działanie odprężające i pomaga ukoić skołatane nerwy. Ogłoszenie przez Pantone Color Institute zieleni jako koloru roku 2017 roku spotkało się z dość sceptycznym przyjęciem. Intensywność i wyrazistość barwy powoduje, że ciężko wyobrazić sobie ją jako motyw dominujący wnętrza.


Chociaż jest dość trudnym kolorem, doskonale sprawdzi się jako wyraźny akcent w aranżacji  wnętrz. Stanie się na pewno modnym akcentem. Soczysta zieleń z pewnością zagości w naszych domach wraz z nadejściem wiosny, kiedy będziemy chcieli wprowadzić do wnętrza powiew świeżości. Zieleń inspirowana przestrzenią, naturą, budzącą się do życia przyrodą oraz wolnością. Nawiązuje do soczystych liści roślin, zarówno tych na zewnątrz, jak i tych, które mamy w mieszkaniach. Doskonale sprawdzi się jako wyraźny – ożywczy dodatek dekoracyjny w aranżacji wnętrz.  


Wiosenna zieleń liści drzew i traw optymistycznie nastraja, dodaje energii i uspokaja. Kojarzy się z bliskim kontaktem z naturą, harmonią i nowym życiem. Barwa nadziei, wolności i ekologii. Ma kojący wpływ na nasz układ nerwowy – uspokaja i wpływa regenerująco na psychikę. Przywraca równowagę, ale też odbudowuje komórki. Pozwala się zrelaksować, kojarząc się z odpoczynkiem na łonie natury. Jest symbolem witalności i pasji.
 

Warto jednak pamiętać, że zbyt duże powierzchnie tego koloru mogą zbytnio przytłaczać i przeszkadzać, dlatego nie pokrywajmy nim całych powierzchni ścian, ale jedynie stwórzmy akcenty. Chociażby w postaci zielonych ścian, pokrytych roślinnością. Greenery - kolor 2017 roku doskonale będzie współgrał z różnymi odcieniami beżu, kremowej bieli, pomarańczowego, żółcieni, szarości i grafitu, ale też fioletu, czerwonego, a nawet granatu, turkusu czy różu – pod warunkiem, że zestawimy je ze sobą w zbliżonej tonacji. Uważajmy na łączenie zieleni  z brązem.


Jako kolor ścian może być mączący jednak meble pokryte modną w tym sezonie zieloną tapicerką zachęcą do relaksu i pomogą się odprężyć, a dekoracje w postaci ozdobnych poduszek, zasłon, pledów czy akcenty kolorystyczne w odcieniu Greenery dodadzą elegancji każdemu wnętrzu. Nie bójmy się zatem eksperymentować i grajmy „w zielone”. W przestrzeniach publicznych dobrze także wyglądają podłogi pokryte wykładziną z akcentami w kolorze świeżej zieleni. Możemy teraz także szaleć w aranżacji wnętrz z roślinami - urban jungle też jest trendem!


(źródło -  www.urzadzamy.pl)


Styl Scandi Boho

Zgodnie z obietnicą dziś podstawowe zasady tworzenia stylu Scandi Boho:

1. Białe ściany i podłogi

Wszystkie ściany i sufity pomaluj farbą w odbijającej światło bieli. Zapewnią świeżość, spokój i nowoczesny styl pokoju. Stworzysz w ten sposób fantastyczne białe płótno na wszystkie skarby boho.

Białe deski na podłodze wyglądają pięknie , ale równie dobrze sprawdzą się drewniane deski lub podłoga z betonu. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na wymianę podłóg wykorzystaj jasne dywany lub chodniki. 


    2. Zieleń

Rośliny, rośliny, rośliny! Czyli naturalna zieleń we wnętrzu. Od wiszących roślin doniczkowych, poprzez  kaktusy do dużych liściastych roślin. Zielonego nigdy za dużo! Najpiękniej prezentują się zebrane w grupy. I tutaj znowu szerokie pole do popisu, bo do każdej rośliny można dobrać doniczkę lub osłonkę podkreślającą jej urodę. Mogą to być najzwyklejsze gliniane donice w rustykalnym stylu. Wszelkiego rodzaju kosze lub koszyki, niedoskonałe bo wyplatane ręcznie. W najbardziej luksusowym wydaniu metalowe osłonki w orientalne wzory. 




3. Struktura

Tekstury są absolutnie kluczowe, no i warstwy. Naturalne materiały i pasujące wzory w monochromatycznym wydaniu. Bawełna, drewno, wełna i skóry zwierzęce. Poduszki w orientalne lub geometryczne powtarzalne wzory. Koce i pledy z chwostami lub pomponami. Wszystko to łączy się i tworzy przytulne i zachęcające miejsce.





      4. Rękodzieło orientalne

Ceramika wykonana w stu procentach ręcznie. Miski, miseczki i wazoniki. Narzuty na łóżko oraz koce z naturalnych materiałów. Dywany i poduchy  w geometryczne wzory. Kosze i pojemniki wyplatane ręcznie z naturalnych materiałów. Pasującym elementem będą również tradycyjne marokańskie pufy i stoliki. Najlepiej oczywiście jeśli wszystko będzie utrzymane w kolorystyce black and white.


A poza tym reszta to już wasza własna inwencja i pomysły zaczerpnięte z pięknych inspiracji wyszukanych w różnych miejscach. Bo przecież nie ma sensu trzymać się sztywno jakichkolwiek reguł.  No i najważniejsze! Radocha ze zmian i odświeżenia otoczenia.




Niebanalnie połączone

Wnętrza mogą być stylizowany na wiele różnych sposobów. Jest wersja nowoczesna, minimalistyczna, ale także kolorowy styl artystycznej cyganerii, no i oczywiście styl skandynawski. Mnie najbliższy jest styl inspirowany właśnie skandynawskim. I chociaż coraz częściej słychać głosy, że te monochromatyczne w zasadzie wnętrza są nudne to jestem zdania, że każdy ma swoje poczucie estetyki i nikt nikogo nie zmusza do niczego na siłę. Każdy wybiera taką stylistykę, która najlepiej współgra z jego osobowością i potrzebami. Nie ma sensu krytykować tych pozostałych. W każdym jest bowiem coś interesującego i pięknego. 


Póki co wprowadzam drobne zmiany ale konsekwentnie trzymam się obranej kolorystyki. Moim zdaniem najciekawsze są wnętrza, w których umiejętnie połączono elementy różnych stylów. Ale jak można powiązać dwa przeciwstawne style i stworzyć harmonijne połączenie? Jak chłodny styl skandynawski połączyć z wybuchową stylistyką boho? Na dodatek w sposób niebanalny i nieoczywisty. Bo nie oszukujmy się: boho i minimalizm nie są to słowa, które wypowiadamy zazwyczaj w jednym zdaniu, nie mówiąc już o ich występowaniu pod jednym dachem. 


Od lat 60. i 70. styl Boho tak naprawdę nie wyszedł z mody,  po prostu przekształcił się w to, co jest uważane dziś za "nowoczesnego boho". Feria odważnych barw i mieszanka wzorów to podstawowa cecha stylu Boho. Domy skandynawskie mają zwykle lekką podstawę z naturalnych materiałów i monochromatyczną kolorystykę. A co jeśli nie lubisz ekstremalnych kolorów, ale lubisz styl cyganerii, jej luz i przemyślany bałagan? Rozwiązaniem problemu jest właśnie styl, który nazywany jest Scandi Monochrome Boho. 


Trzymając się podstawowych cech stylu skandynawskiego, to znaczy utrzymując białą bazę: sufit, ściany, meble i zazwyczaj jasne podłogi, dodajemy elemnty boho poprzez uzupełnienie tej bazy wpływami etnicznymi i roślinami. Z tą różnicą, że kolorystyka jest w przeważającej mierze nadal ta sama. Scandi Monochrome Boho to mieszanka skandynawskiego utylitaryzmu i niekonwencjonalnej urody Boho. To mariaż formy i funkcji, gdzie nie przeważa ani jedno ani drugie. 


Podstawowe elementy tego stylu wypunktuję w kolejnym poście. Od razu zaznaczam, że nie jestem fachowcem i specjalistą w tej kwestii. Próbuję jedynie wprowadzić kilka tego typu elementów u siebie. Czasami w dość luźny sposób odnosząc się do pierwowzoru. Trochę więc pogrzebałam i trafiłam na cudownie inspirujące wnętrza. To nie znaczy, że trzeba je przenieść do siebie jeden do jednego.  W sieci znajdziecie wiele doskonałych w każdym calu przykładów. Zachęcam więc do poszukiwań. 




Tęsknota za zielenią

Każda pora roku ma swoje uroki. Zgadzam się z tym mimo, że ja preferuję te z większą ilością słońca i wyższymi temperaturami. Staram się jednak patrzeć na świat optymistycznie i dostrzegać piękno również w tych pozostałych. Ale na łopatki rozkłada mnie okres przejściowy pomiędzy zimą i wiosną. 


Czyli to co mniej więcej w tej chwili mam za oknem. Roztopy odsłaniają niestety wiele nieciekawych spraw, które do tej pory ukrywała warstwa śniegu.  Błoto  wykończy każdą parę butów. Smutne łyse drzewa zaglądają w okna, jakby same szukały koloru. Niebo ma zazwyczaj kolor buro-ponury. Jedyny plus tej przejściówki to fakt, że do wiosny już bliżej niż dalej. 


I chyba wszyscy odczuwamy coraz dotkliwiej tęsknotę za zielenią. Każdy jej przejaw podnosi samopoczucie. Natura rządzi się swoimi prawami i na zieleń za oknem trzeba niestety jeszcze trochę poczekać. Ja co roku o tej porze z dużą częstotliwością odwiedzam punkty sprzedaży kwiatów i roślin doniczkowych. Nawet jeśli nic nie kupię to nacieszę oczy.


Oczywiście i tak najwięcej roślin doniczkowych trafia do mojego domu właśnie w lutym. Nie mam ich zbyt wielu bo jakość nie do końca radzę sobie z utrzymaniem ich w dobrej formie przez dłuższy czas. Ale tęsknota za zielenią jest silniejsza od obawy, że znowu jakaś mi się zmarnuje. Czasami przy tych wędrówkach tropem zieleni trafiłam na skarby, których się nie spodziewałam.


W jednej z hurtowni w kąciku na  półce stały sobie ostatnie egzemplarze Corokia i Sephora Little Baby. Przyznaję szczerze, że nie wyglądały imponująco ale nawet ich zła kondycja nie powstrzymała mnie przed zakupem. Chucham i dmucham na nie z nadzieją, że się odrodzą. Jeśli macie jakieś doświadczenia z tymi roślinkami to proszę o wskazówki jak postępować, żeby ich nie zmarnować. A przy okazji udało mi się namówić właściciela hurtowni do sprowadzenia kolejnej dostawy więc w okolicach Katowic pewnie pojawią się w kwiaciarniach. A może nawet będzie je można zamówić przez mój sklep. Moje nie pozowały póki co do zdjęć ale jak tylko wydobrzeją to się zaprezentują.



Skąd przywędrowały Walentynki?

Wiem, że to importowane święto. I o dziwo wcale nie ze Stanów Zjednoczonych. Walentynki są obchodzone w południowej i zachodniej Europie od średniowiecza. To Europa północna i wschodnia dołączyła do walentynkowego grona znacznie później. Możliwe, że zwyczaje związane z tym dniem nawiązują do starożytnego święta rzymskiego, zwanego Luperkaliami, obchodzonego 1415 lutego ku czci Junony, rzymskiej bogini kobiet i małżeństwa, oraz Pana, boga przyrody. Z kolei Brytyjczycy uważają to święto za własne z uwagi na fakt, że rozsławił je na cały świat sir Walter Scott. Do Polski obchody walentynkowe trafiły wraz z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Popularność uzyskały jednak dopiero w latach 90. XX wieku.


Część polskiego społeczeństwa krytykuje walentynki jako przejaw amerykanizacji, obcy polskiej kulturze i wypierający rodzime tradycje. Jak widać ten zwyczaj do Ameryki zawędrował z Europy, nie odwrotnie. Co prawda jak przystało na Amerykanów wykorzystali go praktycznie i biznesowo  do przełamania stagnacji handlowej pomiędzy Bożym Narodzeniem a Wielkanocą. No więc nie popadajmy w obłęd drogaśnych prezentów. Stałym elementem tradycyjnych walentynek jest wzajemnie wręczanie sobie walentynkowych ozdobnych karteczek. Czerwone, najczęściej w kształcie serca, opatrzone walentynkowym wierszykiem, a często i miłosnym wyznaniem.


Tylko tyle i aż tyle. Bo uczucia można wyrażać na wiele sposobów i tak naprawdę większość z nich nic nie kosztuje. Popieram z całego serca każdą okazję do okazania komuś uczuć. Mało tego, nie ograniczałabym tego zwyczaju do związków i par. Bo niby dlaczego? A nie może to być dzień, w którym obdarowujemy emocjonalnym wyznaniem wszystkich bliskich naszemu sercu? Dlatego moje skromne czarno-białe walentynkowe wyznanie wysyłam moim córkom i wnukowi. 

(źródło: Wikipedia)

 
kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka