Projekt nr 3 - Galeria w sypialni

Kolejny z moich projektów. Jak widzicie nie odpuszczam mimo zmęczenia i braku czasu. Na większe projekty póki co brak możliwości. Nie zniechęca mnie to, bo każda zmiana jest fajna i wcale nie musi być jakaś radykalna. Nie trzeba od razu przestawiać ścian, zrywać tapet albo kupować nowych mebli. Chociaż to oczywiście też fajna opcja.


Co do zrywania tapet to już kiedyś pisałam, że mam na ścianach tapety z włókna szklanego więc naklejanie na nie innych nie wchodzi w rachubę. Pozostaje ewentualnie przemalowanie na inny kolor. W tej chwili nie mam na takie prace pomysłu więc ograniczyłam się do zmiany tego, co na ścianach wisi.


W tym konkretnym przypadku chodzi o ścianę nad łóżkiem w sypialni. Na zdjęciu powyżej widać jak dotychczas wyglądała. Cztery białe ramy i czarno-białe zdjęcia mojego autorstwa. Od kliku lat nic tam nie zmieniałam. Czasami jednak nachodzi człowieka potrzeba zmian. Jestem przekonana, że doskonale znacie ten stan i w pełni rozumiecie o czym mowa..


Efektem tej nagłej potrzeby był zakup w Poster Store. Od dłuższego czasu obserwuję ich konto na Instagramie i zachwycam się wszystkimi produktami. Chociaż jak się okazało, przy tak bogatej ofercie, wybór to nie jest prosta sprawa.  Kilka dni gapiłam się na wszystko jak gapa w gnat i nie mogłam się ostatecznie zdecydować.


Dobrym rozwiązaniem jest fakt, że te wszystkie skandynawskie plakaty można kupić w tym samym sklepie i jednocześnie dobrać do nich odpowiednie rozmiary ramek. Do wyboru są cztery wersje kolorystyczne. Do sypialni wybrałam białe. Wiem, jestem nudna ale trzymam się swojej koncepcji. Akurat w sypialni nie chcę kontrastów. Pozostałe ramki też są białe więc tu wybór był prosty.


Próby sensownego ułożenia w całość tego co wybrałam trochę trwały. Plakatów mam więcej bo będą również w innych miejscach. Do sypialni wybrałam w sumie bardzo spokojne i delikatne. No może za wyjątkiem tego wielkiego kwiatka. Spodobał mi się tak bardzo, że nie mogłam go sobie odmówić. Nie obyło się również bez odmalowania ścian.


Niestety pod ramkami zawsze zbierze się bród i zostają po nich na ścianie widoczne ślady. I nie dotyczy to tylko jasnych ścian. Mam w mieszkaniu ciemne szare i sytuacja jest dokładnie taka sama. Z tą różnicą, że ciemne mogę umyć, a białej się zwyczajnie nie da. Po licznych przymiarkach efekt końcowy prezentuje się  właśnie tak.


Połączyłam wybrane obrazy z plakatami tekstowymi i delikatnymi motywami roślinnymi. Pojawił się nawet kobiecy portret. Nie wiem czy sobie ze skomponowaniem tego w całość poradziłam, ale mimo to jestem zadowolona. Cieszą oko od samego progu przy wejściu do sypialni. Ale nie przeszkadzają w wyciszeniu się, bo w pozycji leżącej ich nie widać.


No może kawałeczek widać w lustrze, które wisi na przeciwległej ścianie. Sypialnia ma kształt wydłużonego prostokąta i niezwykle trudno zrobić zdjęcie tak na wprost, żeby się coś na fotce nie powyginało. Nie narzekam bo jest dość duża, ale kształt mnie czasami wkurza. Poza tym nie mogę przytyć, bo pupa mi się nie zmieści między komodami a łóżkiem i nie umyję podłogi.


Zawsze to jakiś powód do dbania o linię. Poza tym zrobienie fotek przy tej paskudnej pogodzie to też nie jest łatwa sprawa. Wszystko łapie tę ponurą szarość. No ale już koniec narzekania. Jeszcze pewnie nie raz będziecie mogli zajrzeć do mojej sypialni i to w pełnym słońcu. Ważne, że kolejny projekt zaliczony i relacja na blogu zamieszczona.


Istotne jest również to, że plakaty drukowane są na ekologicznym papierze, pochodzącym ze szwedzkiego zakładu papierniczego Lessebo bruk. A dla was mam jeszcze na koniec niespodziankę w postaci kuponu zniżkowego na zakupy w Poster Store.

Kupon obejmuje 30% zniżki na plakaty, z wyłączeniem plakatów Selection. Kod jest ważny od 29 lutego do 29 marca. Macie więc prawie miesiąc na zastanowienie się i wybór. A naprawdę jest z czego wybierać.

                                    KOD RABATOWY - KOKONHOME30























Opowieść o krześle

W przerwie pomiędzy relacjami z realizacji moich małych projektów zapraszam was na słów kilka o krześle. Zdawać by się mogło, że taki mebel nie zaprzątnie mi na dłużej głowy. A jednak okazało się, że nie takie to hop-siup. A przy okazji ciekawostka na temat tego mebelka. Może już wiecie, a może właśnie się dowiadujecie. Krótka historia krzesła zaczyna się na greckiej wyspie Krecie. 



W miejscowości Knossos znajdują się ruiny dawnego pałacu, którego początki sięgają 2000 lat p.n.e. Jego powstanie związane było z kulturą minojską. W jednym z pomieszczeń, tzw. sali tronowej, znajduje się kamienne krzesło – tron. To krzesło nazywane jest “najstarszym krzesłem Europy”. Pierwotni ludzie zazwyczaj albo stali, albo kucali, albo leżeli. Krzesła używano na tak zwane specjalne okazje. Z sal tronowych krzesło, jako symbol sprawowania władzy, trafiło do Stolicy Apostolskiej i siedzib biskupstw.



Tym razem jako “kathedra”, co z greckiego “καθέδρα” oznaczało krzesło.Wolno stojące krzesło, używane przy mniej oficjalnych okazjach, to stosunkowo młody europejski wynalazek. Jako standardowe wyposażenie zwykłych domów trafiło do nich dopiero w XVI wieku, a w wieku XVIII zaczęto je wymyślnie zdobić. W miejscach pracy, biurach i urzędach, krzesła weszły do powszechnego użycia dopiero w XIX wieku.



Pod koniec XIX wieku krzesło znalazło kolejne nowe zastosowanie. Tym razem przyczynił się do tego rozwój elektryczności i amerykański wymiar sprawiedliwości. I tak oto w 1890 roku wykonano pierwszą na świecie egzekucję z zastosowaniem krzesła elektrycznego. No i tym dość makabrycznym akcentem kończymy krótką historię krzesła i przechodzimy do teraźniejszości. 



Krzesło ma być jednym z czterech, które staną w jadalni po zaplanowanych zmianach. I tutaj poszłam za trendami, których się naoglądałam na Instagramie. Rezygnuję z kompletu i ustawię cztery różne, ale tak by do siebie pasowały. Trzy już mam i z tym ostatnim było chyba najtrudniej. Chciałam żeby było coś nowego, coś starego, coś białego i coś przełamującego tę biel. Szukałam więc krzesła pasującego do reszty o ponadczasowej, w miarę prostej formie.



I chyba udało mi się znaleźć właściwe tutaj.  Ostatecznie padło na to, bo moim zdaniem jest proste, a dzięki tym szczebelkom przepuszcza sporo światła i wygląda lekko. W tej chwili stoi sobie w pokoju i czeka na reorganizację jadalni. Jak pasuje do reszty oczywiście pokażę zaraz po zakończeniu prac. Ale nie jestem w stanie powiedzieć kiedy, bo od dłuższego czasu borykam się z ciągłym brakiem czasu.



Krzesło kupiłam online w sklepie Edinos.pl. Przyszło wygodnie opakowane w karton i trzeba było jedynie dokręcić nogi. Sklep przygotował również niespodziankę, którą mogę się podzielić z wami. Jest to kod rabatowy o wartości 50 złotych dla pierwszych dwudziestu osób.

 KOD RABATOWY - EDINOS50

Jeśli szukacie mebla zajrzyjcie i skorzystajcie. Mnie w oko wpadł jeszcze taboret w industrialny stylu. Ciekawa jestem czy zgadniecie, który to.




Projekt nr 2 - Drobnostka z resztek

Trzymam się swojego planu z poprzedniego miesiąca. Styczeń był bardziej zakręcony niż zazwyczaj. Ferie zimowe a potem przyjazd córki z wnukami zweryfikowały mój plan. Nie dałam rady wykonać zaplanowanego wcześniej zadania. 



Postanowiłam więc zrobić coś co nie wymaga zbyt wiele czasu. Z poprzedniego projektu zostało mi kilka kawałków listewek i zastanawiałam się jak je wykorzystać. Ostatecznie postanowiłam zrobić elementy, które ułatwią prezentację moich skorupek w witrynach.


Jak widać mam ich trochę i wszystkie godne wyeksponowania, moim zdaniem oczywiście. Najtrudniej było mi dotychczas z talerzykami. Coraz częściej pojawiają się na nich ładne nadruki i chciałam je tak ustawić żeby było je widać. Moja witryna to popularny model ze znanej sieciówki i jeden z przedmiotów tam sprzedawanych mnie zainspirował.


Każdy chyba widział i zna półeczki z Ikea do eksponowania zdjęć albo książek. Uznałam, że coś bardzo podobnego doskonale się sprawdzi jako ekspozytor talerzyków. Wystarczyło dociąć listewki na odpowiednią długość i skleić ze sobą. Szersza stanowi podstawę, węższa to blokada.


Resztek wystarczyło na zrobienie trzech. Ta najdłuższa do witryny Hemnes, krótsze do witrynek w mojej starej, przemalowanej komodzie. W witrynie widocznej na zdjęciach nie było problemu, wystarczyło cały element za pomocą kleju do drewna przykleić do wybranej półki.


Trochę trudniej było w małych witrynach, bo tam półki są ze szkła. Do przyklejenia użyłam więc taśmy dwustronnie klejącej. Przykleiłam wszystko żeby było stabilne i nie przesuwało się do przodu pod ciężarem talerzy. Teraz mogę je ustawić pionowo i wiem, że się nie poprzewracają.


Talerze stoją trochę wyżej niż pozostałe przedmioty, a listewka z przodu nie pozwala im się przesunąć albo przewrócić. Najprawdopodobniej wykorzystam w ten sposób jeszcze jedną z półek. Muszę również pomyśleć nad stworzeniem większej powierzchni do składowania tych moich zbiorów.


Może będzie to któryś z kolejnych projektów z zaplanowanej dwunastki. Niestety zdjęcia z realizacji tego nie są najlepszej jakości. Czekałam na odrobinę słońca i się nie doczekałam więc jest co jest. Te zimowe ciemności zmobilizowały mnie do zakupu lampy do zdjęć. Jakoś przecież trzeba sobie radzić bez względu na porę roku.


Jak widać nic wielkiego i trudnego ale zdecydowanie ułatwia mi uporządkowanie przedmiotów w witrynie. Ta półka ma największą wysokość więc docelowo będą na niej poustawiane większe talerze, te małe powędrują na kolejną. Niestety zabrakło mi listewek więc muszę sobie dokupić.


Do malowania użyłam farby kredowej, którą sprzedają w małych puszkach. Takie małe opakowania są bardziej ekonomiczne przy realizacji drobnych projektów. Szybko się zużywają i farba nie zdąży wyschnąć. Znalazłam je w ofercie Castoramy. Mają dość szeroki wybór kolorów.



Projekt nr 1 - odwrócony kalendarz adwentowy

Nie będzie to co prawda dwanaście prac godnych Herkulesa , ale takie sobie stawiam wyzwanie. Może zapytacie dlaczego? Powód jest prosty. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z blogiem miałam tyle zapału i pomysłów, że sił na ich realizację czasami brakowało. A potem... No cóż, jak to zwykle bywa zapał stopniowo się ulatniał. Pomysły co prawda były ale ochoty do ich sfinalizowania brakowało. Blog mi podupadł, a mnie dopadło na długi czas zniechęcenie. 



Postanowiłam więc zmobilizować samą siebie do działania. Ma to być dwanaście projektów, po jednym w każdym miesiącu. Nie zaplanowałam ich z wyprzedzeniem, bo jeśli zabraknie mi czasu albo sił to będę miała do siebie pretensje, że nic z tego nie wyszło. Niech się pojawiają spontanicznie. Być może będą trudniejsze i wymagające, a być może takie do wykonania z "palcem w nosie". Zobaczymy! 



Postanowiłam zacząć w grudniu żeby móc na koniec przyszłego roku podsumować swój plan. A jak grudzień to pierwszy projekt ma charakter świąteczny. Startuję więc od czegoś bardzo prostego. Jak zapewne wiecie moje wnuki mieszkają daleko bo aż w Irlandii więc nie mam możliwości przygotowania dla nich kalendarza adwentowego. Ale i tak postanowiłam zrobić coś w tym stylu tylko z odwróconą zasadą, dlatego nazwałam go odwróconym kalendarzem adwentowym.  Zamiast zdejmować paczuszki z niespodzianką, będę każdego dnia wieszać jedną świąteczną dekorację.


Dlaczego nie kupiłam czegoś gotowego? Po pierwsze żeby wykonać coś własnoręcznie. Po drugie miałam z góry upatrzone miejsce do jego powieszenia i musiał być wykonany na miarę. Żaden tam wielki wysiłek i trudny projekt, ale za to mój i pasujący do mojego wnętrza. W markecie budowlanym zakupiłam listewki, klej do drewna i farbę. Zdecydowałam, że będzie miał kształt choinki składającej się z listewek o dwóch różnych szerokościach. Miał pasować kolorystycznie do wnętrza więc konsekwentnie postawiłam na biel i czerń. 



Poza tym powinien być jedynie tłem dla kolorowych dekoracji. Żeby czerń nie dominowała i nie zawiało grozą tylko te cieniutkie listewki są w tym kolorze. Najbardziej czasochłonne było wymierzenie wszystkich elementów składowych i ich równe poprzycinanie. A najtrudniejsze, dla mnie oczywiście,  okazało się sensowne rozmieszczenie tych dwudziestu czterech haczyków na zawieszki. Żeby było w miarę równo, w miarę symetrycznie i jednocześnie żeby jedna zawieszka nie zasłaniała specjalnie drugiej. 



Potem to już poszło błyskawicznie. Chciałam również żeby przed zawieszeniem ozdób taka pusta choinka też wyglądała w miarę atrakcyjnie. Dlatego pojawiły się na niej dodatkowo małe płatki śniegowe. Wystarczą światełka na druciku i już jest odświętnie. Jak będzie okazja to zawisną na niej adwentowe paczuszki niespodzianki dla dzieci. W tym roku kolejno każdego dnia wieszałam małe zawieszki i dekoracje. Zebrane wszystkie w jednej misce same w sobie już były dekoracyjnym elementem. 



No i tak właśnie prezentuje się mój odwrócony kalendarz adwentowy w pełnej krasie. Co prawda to nie jest jego docelowe miejsce, ale tylko tutaj udało mi się robić zdjęcie, na którym widać wszystko jak trzeba. Zawisł na wąskiej ścianie w przejściu z kuchni do pokoju i tam pod kątem trudno było mi go sfotografować. Poniżej możecie zobaczyć jak to wygląda naprawdę. 



Musiał pasować do tej ściany i na wysokość, i na szerokość. Dlatego postanowiłam, że to będzie zadanie na start. Pierwszy projekt z listy dwunastu zaliczony. Prosty i łatwy ale dumna jestem z siebie, że się zmobilizowałam do działania. Głównie o to w tym postanowieniu chodzi. Nie o efekt a o ogarnięcie sił, głowy i samopoczucia. Taka domowa psychoterapia. 






KOLOR ROKU 2020

Kolor roku 2020 Dunn-Edwards®Minty Fresh (DE5687), oddaje entuzjazm i optymizm nowej dekady. Gdy stoimy u progu nowej ery, przed nami jest nieskończony potencjał. To orzeźwiające i ekscytujące — jak Minty Fresh! Jako kluczowy kolor trendów kolorystycznych Dunn-Edwards na 2020 rok „Świeży i Wolny”, Minty Fresh emanuje spokojną, czystą i wyrazistą nutą palety kolorów — miękkością wody i jest odzwierciedleniem czystości. 

Wpływ roślinności na różne branże wzornictwa jest ostatnio bardzo widoczny. Złożone neutralne kolory i bogate w liście odcienie nadal cieszą się dużą popularnością wśród konsumentów. Odmiany tego koloru zyskały na popularności w ostatnich latach — od jaśniejszego kaktusa i mięty, do ciemniejszej zielonkawo-niebieskiej zieleni, wielokrotnie łączonej z różowym “Millennial pink”, do głębokich róży i jasnych fuksji.

Zbliżając się do roku 2020, z entuzjazmem idziemy do przodu. Ten przyszły rok zabiera nas w podróż pełną nadziei, podkreślając szeroką gamę pomysłów w zakresie kolorów i wzornictwa. Z niecierpliwością czekamy na nową dekadę — z jej postępami w nauce i technologii, a także światowymi poglądami. 



Ponadto zbliżamy się do zmiany pokoleniowej, która prowadzi nas do nowych tożsamości, co oznacza, że dążymy do tego, aby pozostawić światu lepsze miejsce, jednocześnie całkowicie zanurzając się w teraźniejszość.


W poszukiwaniu postępu Minty Fresh zajmuje się eskalacją duchowości, a także fascynacją mistycyzmem i kosmosem. Odkrywamy prawo do marzeń, szukamy irracjonalności i ponownie wykorzystujemy naszą wyobraźnię. Myślimy na nowo o powiązaniach i przekonaniach, kładąc nacisk na nasze wewnętrzne poglądy. Kluczowe są minimalne luksusy — takie jak doświadczenie czasu dla siebie, a nie dla innych.


Zmęczony hałasem ostatnich kilku lat design stara się stworzyć harmonijny rytm z chaosu. Podobnie jak zaangażowanie środowiska projektantów w zrównoważony rozwój na początku 2000 roku, zdrowie i dobre samopoczucie znajdują centralne miejsce w projektowaniu.
Rok 2020 jest już blisko! Co będzie potem? To zależy od nas. Tak więc dzisiaj i każdego następnego dnia bądź entuzjastyczny i optymistyczny — jak Minty Fresh, Kolor Roku 2020 Dunn-Edwards.

Cegła, kamień, beton - nowoczesne fototapety


Cegła na ścianie, beton, lampy przemysłowe to lubiane elementy stylu industrialnego w wielkim mieście. Co ciekawe styl industrialny narodził się, jak to zazwyczaj bywa, przez przypadek. Powstał w latach 50-tych ubiegłego wieku w USA. Panujący kryzys zmusił przemysłowców do zamykania fabryk i usuwania z nich maszyn. 


Fototapeta - Stare mury


Sytuację szybko wykorzystali nowojorscy artyści, którzy nie cierpieli na nadmiar gotówki, a pozbawione luksusów ale wysokie, przestrzenne, i  dobrze doświetlone wnętrza okazały się dla nich idealne. Zagospodarowanie tych pomieszczeń przez artystów stało się potwierdzeniem tezy jednego z najbardziej znanych architektów – Le Corbusier’a, który twierdził, że dom powinien być maszyną do mieszkania.  


Fototapeta - Betonowa ściana


Artystów nie było stać na zagospodarowanie ogromnych przestrzeni nowymi meblami i dodatkami. Nie miałoby to w tym przypadku większego sensu, ponieważ podczas twórczości często rozlewają się farby, lecą iskry i wióry. Stąd na podłodze pojawił się szlifowany beton, a na ścianach surowa cegła, często rozbiórkowa. 


Fototapeta - Biały kamień


Surowa cegła na ścianach nie dawała możliwości ukrycia przewodów elektrycznych ani rur hydraulicznych. Jednak w stylu industrialnym to raczej zaleta. Żarówka zawieszona na przewodzie w zwykłym oplocie, który wcześniej biegnie po ścianie to dekoracja ściany sama w sobie. Dodatkowo zamiast współczesnego włącznika możemy  zainstalować okrągły, ebonitowy. 


Fototapeta - Szary imperator


Mieszkanie w stylu industrialnym potrzebuje kolorów, które optycznie powiększają przestrzeń, a także sprawiają wrażenie chłodu i neutralności  - najlepsze będą zatem odcienie czystej bieli, a także szarości. Aby lekko je przełamać warto posłużyć się dodatkami w odcieniach turkusu (śniedź i platyna), lub ciemnej czerwieni ( cegła i rdza). 


Fototapeta - Jej wysokość cegła


To styl dla osób otwartych i nowoczesnych, o niekonwencjonalnych upodobaniach. Dzięki nowoczesnym tapetom każdy z nas może sobie zafundować loftowy klimat. Nawet w niewielkim mieszkaniu. Bo przecież nie całe wnętrze musi być w tym stylu. Może wystarczy jedna ściana, niewielki przedpokój lub wnęka. 

Fototapeta - Betonowa nicość


Już z tego krótkiego przeglądu widać jak różnorodna i ciekawa jest oferta. A to przecież tylko mój subiektywny wybór, oparty wyłącznie na tym, co mnie się podoba. Propozycji wzorów, struktur i kolorów masa. W ciągu jednego weekendu możemy odmienić swoje wnętrze, a jak nam się znudzi nie trzeba używać młota pneumatycznego do skucia cegły, betonu lub licówki. 


Fototapeta - Zaułek cienia


Wszystkie pokazane wyżej wzory i wiele innych  znajdziecie w ofercie naszego sklepu internetowego. Zapraszamy TUTAJ, zakładka TAPETY I OBRAZY. 



Rozdajemy tapety - wyniki

No i jak to czasami bywa ręka była szybsza niż oko i przez nieuwagę usunęłam sobie post z rozdaniem tapet. Niestety bloger nie ma kosza więc jak coś się usunie to w zasadzie jest nie do odzyskania. Znalazłam tylko kawałek w pamięci przeglądarki Google. O! Mniej więcej tyle:

Na szczęście zachowały się komentarze dzięki temu, że nie zdążyłam ich opublikować na blogu. Chociaż raz chroniczny brak czasu wyszedł mi na dobre. Mam nauczkę, od teraz pomyślę dwa razy zanim kliknę OK. 




W związku z tym romantyczna wersja tapety oznakowana numerem jeden pojedzie do osoby, której komentarz oznakowany był jako "poczynania domowe"




Natomiast tapeta numer dwa czyli "dmuchawce, latawce, wiatr" do Basi, która mnie wzruszyła tymi 29 metrami kwadratowymi. 



Przypominam, że tapety mają wymiar 300x210 cm. Bardzo proszę o kontakt na adres mailowy: weneda13@wp.pl celem ustalenia danych do wysyłki. Wszystkim dziękuję za udział i zapraszam na kolejne rozdania, bo to nie koniec. 




Mroczne stylizacje

Jestem zdecydowanie typem wzrokowca. Być może dlatego tak bardzo lubię przeglądać internet w poszukiwaniu fajnych zdjęć i ciekawych stylizacji. Głownie tych wnętrzarskich oczywiście. 


Ale i modowe kuszą pięknymi fotografiami. Mnie najbardziej odpowiadają te skupiające się na modzie ulicznej. Zachwyca mnie pomysłowość i fantazja ludzi, nawet jeśli jest bardzo daleka od mojego stylu. 


Nie wspomnę już o kulinarnych, bo po przeglądzie tych ostatnich robię się zazwyczaj głodna jak wilk. Jestem zdania, że zrobienie kulinarnej fotki na widok, której leci człowiekowi ślinka to naprawdę sztuka. 


Czasami trafiam na coś, co zdawać by się mogło jest maksymalnie odległe od mojego gustu, a jednak mnie inspiruje. Lubię biel, połysk i światło, nawet w nadmiarze. A te mroczne stylizacje zrobiły na mnie mocne wrażenie. 


Dlatego postanowiłam je wam pokazać. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że czarno na tych zdjęciach jak w piekle. Ale dodanie tego postarzonego złota nadało im elegancji. Szczerze mówiąc sama nie wpadłabym na pomysł żeby czarne przedmioty fotografować na czarnym tle.


I właśnie za to uwielbiam internet. Za możliwość inspirowania się innym spojrzeniem na świat, inną wrażliwością i niesłychaną pomysłowością. I to bez wychodzenia z domu. Wciśnięta w wygodny fotel z kubkiem ciepłej kawy w ręku mogę zachwycać się tym, jak kreatywny potrafi być człowiek.


Nie wszystko musi mi się podobać, nie wszystko musi mnie zachwycać. To naturalne. Ale  pokazuje, że można inaczej. Dlatego patrzę, chłonę i nie krytykuję. Jest szansa, że wam się to nie spodoba, ale uznałam, że warto je pokazać, bo być może kogoś jednak zainspirują.


Fot. TIKA



kokonhome © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka